Mój nowy kołowrotek – Kromski Sonata <3

Splot niespodziewanych wydarzeń spowodował, że znacznie szybciej niż planowałam zamieszkał ze mną wymarzony kołowrotek Sonata.

kołowrotek sonata kromski

Część z Was pewnie wie, że ostatnio przędzenie bardzo mnie wciągnęło – miesiąc temu zamieszkał ze mną stareńki kołowrotek, później podczas dożynek dzięki uprzejmości Anki Kankanki miałam możliwość wypróbowania Fantazji od Kromskich, co spowodowało kompletny zachwyt z jednej strony (ależ się na tym pedałuje!) oraz rozpacz (gdzież tam mojemu złomkowi do tego cuda). A ostatecznie w moim salonie wylądował pożyczony od Ani kołowrotek zabytkowy w znacznie lepszym stanie niż mój własny. Tak było aż do wczoraj…

2014-09-10 14.11.56Wiedząc już, że przędzenie to zajęcie, które mi się nie znudzi zdecydowałam się, że czas na kołowrotek z prawdziwego zdarzenia. Coś co nie jest tylko ozdobą salonu, ale także pełnowartościowym narzędziem pracy. Zaczęłam przeszukiwać internet wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu informacji i potencjalnych opcji. Wysoko na tej liście znalazły się dwa kołowrotki Kromskich – wspomniana już Fantazja ze względu na prosty design i dość niską cenę, Sonata ponieważ jest składana i w zestawie ma torbę do przewożenia oraz dwa modele Ashforda (najmniejszy i największy) ponieważ zakupów mogłabym dokonać w stacjonarnym sklepie przy okazji wizyty Pradze. Sądziłam, że odłożenie wystarczającej ilości gotówki zajmie mi kilka miesięcy, ale cel udało się osiągnąć szybciej. I oto mam moją Sonatę, najpiękniejszą ze wszystkich!

Zespół wrzecionaSonata zachwyciła mnie od pierwszego zakręcenia kołem – jest to naprawdę duży kołowrotek, koło jest mniej więcej o 1/3 większe niż w nieprodukowanym już Mazurku, którego mam. Niesamowite jest to, że po wykręceniu dwóch śrub solidny, stabilny i generalnie wyglądający na stacjonarny kołowrotek staje się płaską mieszaniną drewnianych elementów, które w ciągu minuty można spakować do torby i zabrać gdzieś ze sobą. Potem ta sama magia działa w drugą stronę – dwie śruby i Sonata w nowym miejscu wygląda jakby stała tam od zawsze 🙂

2014-09-10 14.16.34Kołowrotek pracuje równo, szybko i wydajnie – staruszki nie mają szans w tym zestawieniu, a nawet nowoczesna Fantazja zostaje mocno w tyle. Niezwykle ważna była dla mnie też możliwość rozwinięcia mojego zestawu w czasie poprzez dodanie elementów zmieniających i rozszerzających pierwotne możliwości – szybkiego skrzydełka do cienkich niteczek i krótkich włókien oraz, co jest dla mnie chyba nawet bardziej istotne, skrzydełka jumbo o dużym wlocie oraz pasujących do niego wielkich szpulek. Dzięki temu nie „wyrosnę” z tego kołowrotka, gdy tylko zdobędę trochę więcej umiejętności i nie skończy gdzieś pod łóżkiem czy na szafie 😀

2014-09-10 10.07.19Sonata jest inna jeśli chodzi o napęd – zamiast podwójnego sznura ma pojedynczy oraz dodatkowy system hamujący obracanie się szpulki. Sprytne to rozwiązanie i bardziej precyzyjne niż 2w1, które miałam wcześniej. Dobrze jednak, że już się z nim kiedyś zetknęłam, bo wiedziałam co i jak. Inaczej mogłoby być różnie 😉

2014-09-10 10.08.16Postanowiłam przy okazji zrobić sobie na pamiątkę zdjęcie całego mojego kołowrotowego kramu, bo to pewnie ostatnia taka szansa – nie wyobrażam sobie kiedy będę mieć znów w domu jednocześnie 3 kołowrotki. Oto moment kiedy prządki mogą zacząć się ślinić 😉

Kolekcja kołowrotkówKilometry wspólnych włóczek przed nami… ♥♥♥

 

PS. Gratulacje przyjmuję w komentarzach 😛

Może spodoba ci się jeszcze...

23 komentarze

  1. Wooow, wygląda wspaniale!
    Nigdy nie przędłam, nawet nie wiem do końca, z czego można prząść i skąd można materiał na włóczki wziąć, ale teraz to mnie rozochociłaś! To musi być wspaniałe zajęcie, no i wizja jak sama już wcześniej wspominałaś tworzenia czegoś od surowego materiału do gotowego wyrobu… Wow!

    …zazdraszczam! 😀

    1. To taka joga dla ludzi o niespokojnych rękach. Zajęcie jest bardzo przyjemne i relaksujące, a w takim wypadku jak ja kiedyś potem będę przerabiać swoje wytwory dalej to także całkiem opłacalne. Prząść można z dowolnych włókien, zarówno naturalnych jak i syntetycznych, ja używam aktualnie cienkiej i delikatnej czesanki wełnianej takiej jak do filcowania, a marzę o alpace i jedwabiu…

        1. Ja teraz prawie wcale nie dziergam, bo resztki wolnego czasu pochłania mi przędzenie, a to przecież dopiero początek, bo nawet nie zaczęłam tematu farbowania czy mieszania włókien.

          Niestety kilogram czesanki, który kupiłam na start podejrzanie szybko wyparował. Ciekawe co się z nim stało…

  2. No to gratuluję 🙂 szybko spełniło Ci się marzenie o nowym kołowrotku 🙂
    Ja też marzę o nauce przędzenia…. jeszcze jak się dowiedziałam, że byłaś po pierwszy kołowrotek w moim mieście ( byłam wtedy na wakacjach) to Ci zazdrościłam, że upolowałaś go w niskiej cenie, a teraz masz już nowy… no zazdraszczam, nie ma co zazdraszczam jak nic 😉
    życzę Ci wielu kilometrów uprzędzonej wełenki 🙂
    Pozdrawiam

    1. Nie ma czego zazdrościć, tylko trzeba sobie kołowrotek sprawić, jeśli nie przeraża cię trochę pracy albo masz złotą rączkę w domu, to będę sprzedawać mój pierwszy kołowrotek, bo po prostu nie mam miejsca w domu na dwa. Miał być raczej do celów dekoracyjnych, ale prząść się na nim da, czego jestem najlepszym przykładem 🙂

    1. Oj, masz czego zazdrościć, chociaż w sumie szybciej nie jest, bo teraz mogę sobie pozwolić na cieńszą nić i szpilką większa, więc przędę i przędę, a tu nawinięte malutko 😀

  3. Ogromne gratulacje!!!! cieszę się, że zdecydowałas sie na zakup nowego to jest bardzo dobra inwestycja! tez długo myślałam nad Sonatę ale Minstrel bardziej mi odpowiadał „wyglądowo” . Życzę długiego bezawaryjnego przędzenia! Naprawdę autentycznie cieszę się razem z Tobą! 🙂

    1. Wyglądowo bardziej mi odpowiada Fantazja, bo jest prosta, minimalistyczną i piękna, ale Sonata to miłość od pierwszego zakręcenia kołem – wszystko w niej jest perfekcyjne, no a do tego ta torba i fakt, że jest składana… Po prostu idealnie!

  4. Cieszę się Asiu, że w końcu masz prawdziwy, do pracy kołowrotek, a nie do ozdoby 🙂
    Sonata jest identyczna jeśli chodzi o możliwości z Fantazją, ino plusem jest właśnie składanie. To jest piękne jak może sobie w plecaku podróżować.
    Ja tymczasem marzę o renowacji (dokupieniu wszystkiego co brakuje do ashforda) lub o Symfonii. Do dziś dreszcz czuję kiedy sobie przypomnę na niej przędzenie 🙂 a podobno nie jest to ostatnie cudo.

    1. U mnie wchodziły w grę tylko dwa modele – te pionowe, bo inne są za wielkie i na dodatek mi się nie podobają.
      A spotkanie z Tobą było jednym z czynników, które przypieczętowałay decyzję o nowym kołowrotku a nie kolejnym antyku do kolekcji. No i nie żałuję, bo dobre narzędzia to podstawa sukcesu w jakiejkolwiek dziedzinie, bo pasja to niestety czasem za mało i jak się zmaga niepotrzebnie z oporną materią, to tracisz zapał i często zrażasz się do czegoś, co mogłabyś pokochać.

    1. Kołowrotek jest zajebisty 🙂
      Swoją drogą w życiu byś się nie domyślił jakie drogie może być hobbystyczne przędzenie…

    1. Lucyno, jeśli w grę wchodzi dobrej jakości wełna lub nawet jeszcze droższe i szlachetniejsze włókna (jedwab, alpaka), które ostatnio kupuję najczęściej to tak, jest to naprawdę tańsze rozwiązanie. Zwłaszcza w wypadku, kiedy dodatkowo oprócz ręcznego przędzenia w grę wchodzi także ręczne farbowanie (co będę robić jak uprzędę odpowiednią ilość na sweter :D). W związku z tym, że przędę dla siebie, na swoje potrzeby nie traktuję czasu pracy jako kosztu (bo przecież sama sobie za niego nie zapłacę), więc biorąc pod uwagę tylko koszty surowców + ewentualnie amortyzację drogiego sprzętu jakim jest kołowrotek, to opłaca się to bardzo!

      Runo do przędzenia nie jest kosztowne nawet w postaci przerobionej i przygotowanej jako czesanka, surowe natomiast można kupować w ogóle za grosze (kilogram włosia prosto z grzbietu alpaki kosztuje około 70-100 zł, a po przerobieniu na nitkę i farbowaniu 100gramowy motek potrafi mieć zbliżoną cenę).

      Oczywiście można kupować akryl czy jego mieszanki za 5 czy 10 złotych za 100 gram, jednak nawet wtedy cena pozostaje zbliżona do czesanki z polskich owiec w naturalnym kolorze, a jakość włóczki i cech samego materiału niezrównanie lepsze. A to przecież przy cenach detalicznych za materiał z którym pracuję – w hurcie jest jeszcze taniej!

      1. Swietnie 🙂 Musze sie przyznac, ze „wyludzilam” od kolezanki torbe czesanki. Wrzeciono chyba zrobie sama. Kolowrotki ogladalam, owszem, ale musze troszke na to pooszczedzac. Widzialam Ashforda, prawie indentycznego, jak Twoja Sonata 🙂 Widzisz, co narobilas? 😉

        1. Na wrzecionach przędłam wcześniej i to bardzo fajne zajęcie, ale dla mnie niecierpliwej osoby jest to zbyt powolna metoda 🙂 Do tej pory mam dwa ulubione wrzeciona – bardzo lekkie do przędzenia cieniutkich nitek, które kupiłam w zestawie z USA przez Etsy oraz to, na którym się uczyłam, zrobione ze zwykłej mątewki kuchennej, na którym świetnie wychodzą nitki średniej grubości.

          Wpisz sobie przędzenie, wrzeciono lub wrzeciona w boczną wyszukiwarkę, to zobaczysz, co zrobiłam w tym zakresie do tej pory 🙂

          1. Widzialam, widzialam 🙂 Naogladalam sie tez filmow na youtube i w glowie mi sie kreci 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *