Jak wycenić rękodzieło?

 

Sprawa wydaje się prosta na pierwszy rzut oka:

Materiał + Praca + Koszty dodatkowe = Cena

Bezwzględne prawa marketingu i gospodarski rynkowej obowiązują także tych, którzy wcale się nimi nie przejmują, więc może warto się chwilę zastanowić.

Piszę tego posta bo zawsze miałam problem jak wycenić moją pracę, ile warte jest to co robię… Podejrzewam, że każdy rękodzielnik miał kiedyś taki dylemat. Chodzi o zachowanie tej chwiejnej równowagi pomiędzy opłacalnością dla twórcy a możliwościami sprzedaży… Nie mogę jednak patrzeć jak niektórzy twórcy pozwalają, by pogoń za coraz niższą ceną niszczyła oryginalność, jakość i staranność wykonania! Stąd już tylko krok do masówki i chińszczyzny…

Nie wierzycie? Oto prosty przykład – dużo ostatnio robię na drutach, więc posłużę się przykładem z tej dziedziny. Będzie to projekt prezentowy – ażurowy szal dla mojej przyjaciółki Tygrysicy

Projekt: starannie go wybierałam, zajęło mi to około godziny, by efekt był zachwycający i jednocześnie bym była w stanie go wykonać z moimi umiejętnościami
Przygotowanie: w tym wypadku było tego niewiele, bo nie  robiłam próbki, pozostaje zatem tylko wybór włóczki
Wykonanie: w wolnym czasie zajmuję się tylko tym projektem – zakładając, że nigdzie się nie pomylę i nie będę musiała pruć czas „produkcji” to około 20 godzin
Wykończenie: około 2 godzin, bo trzeba powszywać luźne końcówki, wyprać chustę i zblokować, by w pełni zaprezentować jej urodę i by trwała ona w czasie jak najdłużej
Sprzedaż: (podpunkt w tym konkretnym wypadku nieobecny, ale niezwykle ważny w innych) Zrobienie dobrej jakości zdjęć i ich obróbka, przygotowanie opisu, publikacja w internecie, potem jeszcze pakowanie i kolejka na poczcie – to wszystko trwa, co najmniej 2 godziny dla każdego przedmiotu
PRACA RAZEM: 25 godzin

Koszty materiałów są najłatwiejsze do policzenia, od razu wiadomo ile kosztowała dana włóczka (w moim wypadku to jeden kłębek – koszt około 25 złotych)
MATERIAŁY RAZEM: 25 złotych

A to przecież jeszcze nie wszystko, bo dochodzą jeszcze nieuniknione koszty:
nauki (książki, czas poświęcany na naukę, kursy, płatne tutoriale) 
amortyzacji narzędzi (dobrej jakości druty to w moim wypadku 200 złotych za zestaw, do tego aparat fotograficzny, komputer, czasem jeszcze jakieś inne akcesoria…)
prowizji dla pośredników (pobierają ją wszystkie podmioty w całym łańcuchu pokarmowym – galerie internetowe, pośrednicy finansowi, emitenci reklam i inni)

INNE KOSZTY RAZEM: szacuję je na około 10 złotych, żeby łatwiej się liczyło

Zatem szal wart jest 25 złotych oraz 25 godzin pracy. Liczmy więc dalej – minimalna płaca brutto w gospodarce w roku 2012 to 1500 złotych, w przeliczeniu na stawkę godzinową to 9,375 zł/h

KOSZT CAŁKOWITY SZALA TO PONAD 260 ZŁOTYCH!

Powiem więc bolesną prawdę – nie każdego stać na przedmioty ręcznie robione! Zamiast zatem próbować na siłę obniżyć cenę wybierając gorsze materiały, wzory i wykonanie podkreślajmy to co jest najważniejsze w ręcznie robionych przedmiotach. Dumpingowe ceny psują rynek nie tylko szkodnikom, ale wszystkim, spada jakość i klientom wydaje się, że cudza praca może być za free…

Proponuję zatem wszystkim osobom, które sprzedają na Allegro swoje wyroby za śmieszne ceny, żeby zaczęły je rozdawać za darmo. Skoro to dla nich hobby i nie utrzymują się z tego, nie interesują ich dodatkowe dochody lub praca zawodowa związana z rzemiosłem to będzie najbardziej sprawiedliwe dla wszystkich wyjście. Klienci się ucieszą, bo nie będą musieli płacić, twórcy odzyskają w domu nieco przestrzeni, którą będą mogły zająć za jakiś czas nowe dzieła, a ceny może wreszcie uzyskają właściwy, realistyczny poziom.

Jeśli zgadzasz się z moimi wnioskami, proszę udostępnij ten materiał znajomym na Facebooku czy Twitterze, wyślij im link lub umieść podobne wyliczenie dla własnej pracy i daj mi o tym znać mailowo lub w komentarzu, wtedy dołączę Twój link do tego posta.

WYLICZENIA INNYCH RĘKODZIELNIKÓW:

 

Proszę podziel się tym postem – udostępnij go na Facebooku lub wyślij osobom, które Twoim zdaniem powinny go przeczytać. Chciałabym, by każda osoba, która wycenia pracę swoich rąk robiła to świadomie i nie szkodziła innym swoją niewiedzą…



Może spodoba ci się jeszcze...

450 komentarzy

  1. Mnie dziwi, że podajesz stawkę brutto… ok, rozumiem, że płacisz od tego podatek,ale tylko jeśli masz działalności gospodarczą. Jeśli ktoś takiej nie prowadzi, podatku nie płaci, więc myśle, że przeliczanie na stawkę netto byłoby rozsądniejsze.

  2. Przeczytałam do końca. Zgadzam się.
    niektórzy nawet nie wiedzą ile coś kogoś kosztuje , żeby to zrobić i najchętniej kupiliby po takiej cenie, jaka jest w jakimś głupim chinolu, dlatego polskie rękodzielnictwo myślę, że zanika bo koszty materiałów już są za duże dla tego wykonawcy.

  3. ciekawy artykuł i też czasem mam z tym problem, niestety często sprzedaje się taniej niż normalnie by wychodziło,bo nie można by było robić-niestety jak piszesz allegro za 1 zł lub 5 zł(30 par kolczyków)-przeraża mnie bo ja za materiał wiecej płacę,a gdzie vaty, zusy i inne koszta
    udostepniłąm na mojej stronie na fb

  4. Bardzo mi się to podoba co napisałaś. Jak kogoś nie stać, zawsze może kupić gdzie indziej ale niech nie będzie tak że będziemy jak Chińczyki. Pozdrawiam. 🙂

  5. Zgadzam się w całej rozciągłości. Najgorsze w takiej niewiedzy jest psucie rynku. Bo raz zepsuty, niestety nie wraca do normalności… Rękodzięło jest tak zmienną modą, że ciężko nawet się trzymać jednej techniki.

    A, i mam uwagę do tekstu: rozliczenie spoko, ale rozliczanie na przykładzie prezentu jest już niezbyt fair… 😛

    1. Rozliczam na podstawie projektu, przy którym akurat liczyłam czas. Wówczas zrobiłam to z ciekawości, później okazało się to bardzo przydatne. A prezent był przeznaczony dla bardzo bliskiej mi osoby, z którą pozostaję w świetnych relacjach i która zdaje sobie sprawę z wartości tego typu podarunków, więc nie jest to tak niegrzeczne zachowanie jak mogłoby się wydawać 🙂

      Zresztą zdjęcie użyte w poście jest właśnie autorstwa osoby obdarowanej, ponieważ ja nie zdołałam uwiecznić ukończonego szala…

  6. Całkowicie zgadzam się z tym artykułem. Ludzie by chcieli wszystko dostać za darmo i nie doceniają pracy oraz czasu jaki się poświęca na rękodzieła. Nie ma znanej marki więc nie jest nic warte ;/ Miałam kilka takich osób, które chciały ode mnie wyżebrać moje prace za cenę, gdzie nie zwracał mi się nawet koszt materiału ;/ Ale cóż dziwnego jak na allegro jest masa aukcji typu KOLCZYKI ZA 1ZŁ, nie wiem jak tacy ludzie opłacają koszty związane z wystawieniem aukcji.

    Udostępniam artykuł na swoim koncie FB 🙂

    Pozdrawiam Serdecznie

  7. W Pani rozumowaniu jest kilka nieścisłości. Po pierwsze zasady rynku są proste: coś jest warte tyle, za ile ktoś zapłaci. Nie mówię, że to popieram, bo nie, ale nie zmienia to faktu, ze tak jest…
    Po drugie w przypadku rękodzieła, nie da się tego traktować, jak umowy o pracę, czy zlecenie (robię tyle godzin to mnożę przez tyle). Ile Pani robi swoją pracę nie ma nic do rzeczy, może ktoś jest bardziej wprawiony, i robi szybciej, co nie znaczy gorzej. Tylko dlatego w Pani rozumowaniu mniej mu się należy pieniędzy? . Tu właściwszy jest przelicznik, ala umowa o dzieło. Np może Pani sobie ustalić cenę za np. Metr kwadratowy.
    I zarzucanie komuś że psuje rynek, bo sprzedaje coś taniej, jest lekką hipokryzją, skoro Pani twierdzi, że nie płaci podatków. Pani pracuje na czarno i też psuje rynek, a nawet gospodarkę !

    1. To oczywiste, że w treści o takim poziomie ogólności i tak niewielkiej objętości nie wszystko jest należycie wyjaśnione. Artykuł powstał po to, żeby pokazać, jak rażąco nieoceniane (także finansowo) jest rękodzieło w Polsce i jak trudno jest w związku z tym osobom, które podążają za swoją pasją i decydują się uczynić z niej zawód.

      A co do podatków, to w żadnym wypadku nie twierdziłam, że ich nie płacę 🙂 Pracuję na etacie i zobowiązania podatkowe reguluje za mnie pracodawca, utrzymuję się z zupełnie innej działalności, a rękodziełem zajmuję się dla przyjemności – tworzę dla siebie, czasem obdarowuję znajomych i rodzinę, albo dziergam coś na ich zlecenie – zazwyczaj za koszt materiałów.

      I właśnie dlatego, że chociaż bym mogła (bo oprócz drutów mam pracę, która pozwala mi się utrzymać), to nie psuję rynku chorymi cenami, moje zdanie w tej sprawie jest ważne. I czuję obowiązek uświadomienia innych w kwestii wyceny, którą nieświadomie można kogoś bardzo skrzywdzić…

  8. troche przesada.. doliczona cena drutow- ok. ale zeby komputer i aparat- tylko w tym celu sa zakupione? rownie dobrze doliczmy fotel, na ktorym siedzialas te godziny, bo sie on wysiedzial, ogladalas w tym czasie serial, wiec zuzycie tv i prad..

    niestety we wszystkim trzeba patrzec na konkurencje. takie kominy byly dostepne ostatnio w reserved za 79zl, na przecenie ostatnie sztuki mozna bylo dorwac za 40zl:) nie oszukujmy sie- nasz kraj jest biedny. i jesli ktos zarabia 1180zl, to nie jest w stanie pozwolic sobie na szal za 250zl:)
    nikt nie broni wystawic takiego rekodziela za nawet 299zl, tylko pytanie ile osob bedzie zainteresowanych kupnem. skoro moze miec w sieciowki, z paragonem wiec i z 2letnia mozliwoscia reklamacji za 100zl. takim szalikiem mozna sobie dorobic, po wykonujemy je jadac w autobusie, ogladajac film, ktory i tak bysmy ogladali..
    ile z nas zaplaciloby za komin/szalik 250zl kiedy za te kwote moze miec porzadna pare butow,spodni czy kurtke zimowa:)

    1. W sieciówkach wszystko jest robione mechanicznie. Jakość jest koszmarna, materiał z którego wykonane są rzeczy to najgorszy sort, a ciuch po tygodniu, a nie dwóch latach, wygląda jak ścierka do podłogi. Jeśli to Cię satysfakcjonuje, lubisz pracować za darmo (bo i tak oglądasz film) i konkurować cenowo z produkowaną na ogromną skalę chińską masówką, to chyba nawet nie będę cię próbować przekonywać.

      Moim zdaniem miejsce rękodzieła na rynku jest zupełnie inne, nie poniżej chińskiej tandetnej masówki, ale znacznie powyżej. I jestem przekonana, że znajdą się chętni na dzianinę za 200 czy nawet 500 złotych, jeśli przedmioty będą warte tych pieniędzy…

  9. idę udostępnić na fb.
    zanim ktoś rzuci mi znowu „zrób mi sweter” licząc że zapłaci mi….. kawą.
    opakowaniem 25dkg.
    bo przecież na życie tym nie zarabiam. robię dla przyjemności.
    ale!! – przyjemności kosztują. tak jak i ręczna robota i noszenie lub używanie unikatowych rzeczy. bo każde rękodzieło jest unikatem. żadne nie będzie takie samo.

  10. Ja do swoich cen dodaje jeszcze profit. (profit + czas pracy + materiały + dodatkowe koszty = cena)
    Na Etsy uczą, że ta cena, która wyszła to dopiero cena hurtowa i powinno się ją (przynajmniej!) podwoić.

    1. Mój czas jest tak cenny, że nie zamierzam go marnować na pracę z badziewiem.
      Włóczka jest złożona w 95% z wełny, a mimo to nie gryzie, a do tego ma oszałamiające kolory. Kosztowała 25 złotych, nie jest z akrylu, nie jest też najdroższa spośród moich włóczkowych zbiorów, ponieważ zdarza mi się wykorzystywać kłębki dwu- albo nawet trzykrotnie droższe. I uważam, że warto!

  11. Ogromnie podoba mi się ten post! Też się ciągle zastawiam kto i po co wykonuje wyroby rękodzielnicze i wystawia je po cenach wskazujących na pracę „małych Chińczyków” 😀
    Bo za 1 zł/h w Polsce nikt nie wyżyje. Jestem jak najbardziej za tym, żeby te osoby zwyczajnie rozdawały swoje prace darmo i nie psuły rynku.
    Opublikowałam na FB i jeśli można dołączę link na moim blogu. Mogę?
    Pozdrawiam

  12. Masz dużo racji, ale po cześci nie zgodzę się z Tobą. Jest coś takiego jak koszty własne poniesione po to by stworzyć sobie swoje stanowisko pracy, które nie są w taki sposób wliczane w każdą wykonaną pracę. Druty używasz nie raz i do kolejnej pracy nie kupujesz nowych służą Ci dobre kilka lat. Programy, nauka (inwestycja w siebie), komputer, aparat itd. to także koszty stanowiska pracy. Gdyby każdy w ten sposób kalkulował swoją pracę nic by nie sprzedał. I nie chodzi o zaniżanie stawek bo tego nie popieram, ale o racjonalność. Moim zdaniem ten szal nie jest warty tych 260 złotych. Należy się zastanowić nad opłacalnością produkcji i ewentualnym stworzeniem czegoś co pochłonie podobne koszty produkcji a będzie bardziej atrakcyjne dla kupującego w tym przedziale cenowym. Produkt jest tyle wart ile klient jest w stanie za niego zapłacić. Tyle ode mnie.

    1. Szal jest tyle wart, bo tyle kosztowało jego stworzenie. Sprzedaż poniżej kosztów nosi nazwę dumpingu i jest powszechną praktyką na rynku rękodzielniczym w Polsce. Właśnie przeciw takim działaniom protestuję w tym poście… A koszty, które tak bardzo kują Cię w oczy to raptem 10 złotych, nieistotna w sumie część całości.

  13. Zgodzę się z Trajbalową.
    Oczywiście życzę sobie, Tobie i wszystkim twórcom, aby mogli wliczyć w koszt produkcji wszystko, włącznie z papierem toaletowym, który zużyją w trakcie kilkugodzinnej pracy nad swoim wyrobem, ale niestety rynek tak nie działa. No i teraz pytanie odwieczne: być albo nie być. Można wycenić szal na 300 zł i udostępniać do na fb przez rok i czekać, że może ktoś się wreszcie złamie, albo wkalkulować część kosztów jako stałe, wynikające z charakteru zawodu i konieczne do poniesienia, aby go wykonywać, zatem odjąć szalowi szacunkowe 50 zł i staje się On bardziej atrakcyjny.

    Spodobało mi się Twoje wyliczenie i zamieściłam do niego link na blogu i na fb, ale nie zmienia to faktu, że mimo iż sama czasem coś wyprodukuję i wcale nie zamierzam żadnych cen zaniżać i robić tego hobystycznie, to jako również konsument rękodzieła nie dałabym 300 zł za ten szal. Jest pięknym wyrobem, ale nie jest to dzieło sztuki. Od rzemieślnika do artysty jest jeszcze kawałek drogi. Kiedy korzystasz z gotowego wzoru i gotowej włóczki to nie tworzysz a wytwarzasz. I dzieło jest oczywiście starannie zrobione, ma pięknie dobrane kolory itd. ale na Boga nie jest jedynym na świecie takim egzemplarzem, bo z tego samego wzoru i tej samem włóczki może niezależnie skorzystać 3 innych twórców i zrobić niemal identyczny szal, wcale się nie inspirując Twoim a tymi samymi źródłami.
    Po prostu dolałabym szczyptę racjonalizmu do Twojego wyliczenia i powinien nam wyjść złoty środek.
    Pozdrawiam.

    1. Nie ma problemu z tym, że moje dzieło nie jest jedyne na świecie. Nie jest – tak jak mówisz korzystam z gotowego wzoru, fabrycznej włóczki. Tak jak nie mam problemu z własnymi wyliczeniami i naprawdę puentą tego postu nie ma być różnica 50 złotych pomiędzy cenami poszczególnych twórców, tylko różnica pomiędzy 300 a 50 złotych za porównywalną rzecz, ponieważ ktoś lubi pracować za darmo albo nie rozumie reguł rynkowych. Każdy ma prawo do własnej wyceny, ale musi ona pozostawać w związku z rzeczywistością (poniesionymi kosztami, włożoną pracą itp.)

  14. Tak tylko dla uzmysłowienia tym, co „nie dali by” tyle za taki wyrób, pragnę uzmysłowić, że bochenek chleba, który stanowi główny składnik pożywienia, zaczyna się od zaorania ziemi. Trzy złote za zaoranie, zasianie, skoszenie, zmielenie, rozczynienie i upieczenie, to drogo? No to otaczajcie się tandetą udającą ozdoby, dawajcie sobie wmawiać, że brak umiejętności, to oznaka wysokiej specjalizacji, a korporacyjne przekładanie papierków to produktywna działalność. Aha i jedzcie tą chemię, którą z przyzwyczajenia nazywacie pożywieniem. Tylko nie marudźcie potem, że zgaga…

  15. Najniższa stawka w Irlandii to 8.76 euro. Prowadząc działalność nie moge liczyć najniższej – przynajmniej dwa razy tyle wiec niech będzie to 16 euro na godzine x 25 godzin pracy… nie ma szans aby ktoś tyle zapłacił.
    Masa ludzi robi rękodzieło bo lubi, a sprzedaje, aby pokryć koszty materiałów i czasami starcza na piwo. Ja ich nie potępiam, ja ich rozumiem.

  16. Super, że coś takiego napisałaś, jak każdy chyba mam problemy z wycenianiem swoich rzeczy, a na dodatek mam teraz działalność, więc i koszty większe. Wcześniej ktoś się oburzał, że doliczasz koszty drutów czy komputera, chyba każdy powinien najpierw dowiedzieć się jak się prowadzi działalność gospodarczą i co wolno wpisywać w koszty. Nawet z dotacji wolno na działalność kupić komputer, bo to narzędzie pracy w dzisiejszych czasach.
    Oczywiście udostępniam na fb, pozdrawiam serdecznie

  17. Ja jestem początkującą dłubaczką, co prawda sporo haftowałam jako dziecko także teraz mi to całkiem sprawnie idzie po pół roku praktyki.
    Rozumiem wszystkie trze aspekty, które przewijały się w postach:
    – oddanie za darmo = jest duża radość jak widzisz osobę, która nosi twoją rzecz a jeszcze jak powie, że jest to jej ulubiona rzecz
    – sprzedaż po kosztach z małym plusem = po większości robię rzeczy sobie i odsprzedaję rzeczy, które mniej lubię (ale jak ktoś próbuje się tu targować to krew zalewa – dlatego wtrafiłam na ten wpis na blogu)
    – sprzedaż z zyskiem = komentarz zbędny to są prawa ekonomii

    I dziewczyny, jest taka zasada w ekonomii. Jak jest kryzys to dobrze sprzedają się rzeczy bardzo tanie i rzeczy bardzo drogie. Tanich rzeczy nie robimy, nawet ze względu na włożoną pracę.

    Jeśli kiedyś będę sprzedawać swoje rzeczy to zastosuję może ten sposób proponowany na etsy.

    Pozdrawiam

    1. Sposób wyliczeń wartości przedmiotów przez Etsy jest bardzo dobry, nie bez powodu największy serwis oferujący rękodzieło na świecie go proponuje. Jednak w polskich realiach jest nieztety zbyt rewolucyjny – wyobraź sobie, że przedstawiony w poście szal kosztowałby według tych wyliczeń nie 250 złotych, ale około 250 dolarów… To jednak spora różnica, a nasze społeczeństwo, nienauczone szacunku dla handmade, nie przełkie tego typu stawek. Ten post ma na celu przede wszystkim walkę z tymi, którzy nawet tak podstawowych prawd jak to, że „czas pracy to też koszt i nie jesto na za darmo” nie potrafią lub nie chcą zrozumieć i ostatecznie swoją postawą bardzo utrudniają funkcjonowanie prawdziwym pasjonatom.

      1. Prawda, polskie realia to zawsze są zwariowane. Nie wiem, nawet czy i twoje wyliczenia polskie społeczeństwo przełknie łatwo.
        Tak, naprawdę to wydaje mi się, że cenę polakom stanowi metka czy inny papierek przypięty do produktu na którym jest cena. Raczej nie zdarza się, że ktoś w kasie kasjerce mówi,”a może taniej?”.
        Ja robię sznury koralikowe, czyli tak wycena jak sugerujesz powyżej nie jest straszna, a nawet podobna do tych jakie są w sieciówkach.
        A handmadowy szal ma jakąś jakość przewyższającą wszystkie sieciówki i też pewnie wszystkie drogie sieciówki, bo im i tak nie będzie się opłacać kupić taką a taką włóczkę nawet przy ich skali produkcji. A cena końcowa pewnie wyniosła by te 250$.

        Przepraszam, że może piszę trochę jak oburzona. Ale jestem pod wpływem przeżycia targowania się gdzie i tak cena była niska (18 zł za równiusieńką bransoletkę ze wzorem, to nie jest dużo. Mi to pokrywa koszt materiałów i umożliwia zakup kolejnych, czyli ten mój plus, i to targować?)

  18. Fajnie wszystko itp. Ale jak sobie wyobrażasz, że podchodzisz do człowieka i mu mówisz „ty to nie sprzedawaj, bo za tanio. Lepiej oddaj darmo, bo mi interes psujesz”. Nie zastanawiałaś się nad tym? To, że dla niektórych jest to tylko hobby , nie oznacza, że nie może zarobić na tym kilka groszy, równie dobrze ten produkt może być takiej samej jakości, jak ten twój. A to , że tam jakoś straci, bo za mało wziął, czy po prostu wyjdzie na 0, nie powinno być tematem rozmów. Rozumiem wasze zirytowanie, bo jednak mogą psuć wam biznes, ale nie powinniście ich winić. Powiem szczerze, że gdybym chciała kupić jakiś sweterek, szaliczek czy coś takiego, szukałabym tej najtańszej możliwości, a skoro w kosztach poniesionych przez ciebie, liczysz też zakup laptopa, czy aparatu, to już jest twoja sprawa. Równie dobrze mogłabym policzyć sobie za swoje obrazy trud wsadzony w urodzenie mnie przez moją mamę( odnoszę się do nauki). Czy ja też, kończąc szkołę będę wliczać w koszty stworzenia obrazu, dajmy na to jakieś 7-8 lat nauki? Gdyby wszyscy tak myśleli, chodziłabyś goła i wesoła. Najbardziej uderzył mnie wątek z komputerem i aparatem. Bo to są rzeczy, które mogą sobie odpisywać graficy lub fotografowie, którzy faktycznie używają tego non stop, jak ty drutów( czy coś, nie znam się). Chodzi mi o to, że trzeba też to przemyśleć, a nie tak sobie… A żeby pracować, muszę zjeść, więc odliczę sobie koszty śniadania i umycia talerza.
    Oczywiście to jest moje zdanie. Teraz zapewne zostanę znienawidzona i zjechana za to, ale taka jest prawda. Możecie zwalać na innych, ale tak naprawdę jest to głupie moim skromnym zdaniem, bowiem to jest kwestia indywidualna i nikomu nie robi krzywdy. Możecie, teraz mi powiedzieć, że robi. Wam. Ale spójrzcie prawdzie w oczy, czepiacie się o nic.

    1. Wszystkie koszty, które tak Cię wzburzyły (amortyzacja narzędzi, nauki, płatnych kursów, wzorów i tutoriali, amortyzacja komputera i aparatu – która dodajmy przysługuje wszystkim firmom, które ją posiadają, a nie tylko tym, które wykorzystują je bezpośrednio do działalności biznesowej – oraz największe z tej kwoty prowizje pośredników) to ŁĄCZNIE 10 złotych z ponad 260 kosztowałby taki szal…

      Co do kosztów śniadania, to zapewnia je wynagrodzenie za pracę, bez względu na to czy jesteś rękodzielnikiem, czy wykonujesz jakikolwiek inny zawód. Tyle tylko, że wielu twórców zwłaszcza amatorów wycenia swoją pracę nie na podstawie jakichkolwiek realnych wytycznych, ale na podstawie wyssanego z palca widzimisię, które nijak nie przystaje do rzeczywistości i ostatecznie zamyka im samym i osobom o podobnym profilu działalności drogę do profesjonalizacji i życia opartego o pasję. I o tym jest ten artykuł. Jeśli wydaje Ci się cokolwiek innego, to radzę przeczytać tekst jeszcze raz…

    2. Swietny wpis! Autorce postu i innym rekodzielniczkom uderzyla woda sodowa do glowy! Zadzimy sie prawami rynku: zbyt i popyt.

  19. najlepiej zabij za to, że ktoś sobie wybrał jakąś cenę, bo nie zależy mu za bardzo na pieniądzach. Nie robi tego zawodowo, więc co kogoś to obchodzi, fakt, że takich osób jest dużo, ale nie zmienia to faktu, że to jest ich indywidualna sprawa, że jakoś na tym tracą itp. oczekujesz od ludzi, którzy sprzedają swoje wyroby za „śmieszne ceny”, żeby oddawały je za darmo. Zastanów się jak to wygląda i brzmi. Śmiesznie.

    1. Matematyka jest nieubłagana – skoro ktoś nie zarabia na swojej pracy, rozdaje ją za darmo, to z czego żyje? Jak się utrzymuje?

      Jeśli to renta lub emerytura, to nie powinien pracować – dostaje od państwa pieniądze właśnie po to, żeby tego nie robić….
      Jeśli to pasja, to pieniądze nie mają z tym nic wspólnego, będzie to robić niezależnie od kasy…
      Jeśli to trudna sytuacja życiowa, to tym bardziej powinien urealnić ceny, bo szkodzi sam sobie…

  20. Człowieku ale własnie sie wkurzas za to ze ktos sprzedaje swoje wyroby za mniej niz 260 złotych za jakis szaliczek! Zastanów się, wkurzasz się na ludzi, którzy po prostu nie cenią sobie swojej pracy na tyle, żeby chciec za nia tyle hajsu. Wymagasz by albo brali masakryczne sumy , albo w ogóle nie brali za to pieniędzy. Umaniłaś sobie, że to w jakis sposob cie krzywdzi czy cos i afere z tego robisz. Tyle, że chyba nie pomyślałaś, że to jest rynek! Jesli nie jesteś w stanie przebić niskiej ceny jakoscia, to albo twoje ceny sa za duze ( nie zastanawialas sie nad tym?), lub jakosc twojego wyrobu nie jest az tak wysoka. To, że niektórym nei zalezy do tego stopnia na pieniadzach za to, nie znaczy ze w ogole nie powinni tego sprzedawac, tyko oddac darmo.

    1. Zupełnie nie rozumiem Twojej złości.
      Mam prawo do własnego zdania i go nie zmienię. Ogromna ilość ludzi mnie popiera, wielu twórcom otworzyłam oczy i bardzo mnie to cieszy. Mam ogromną satysfakcję z tym związaną. 1200 osób poparło mnie udostępniając post na Facebooku, kolejne setki czy tysiące wysyłając sobie link bezpośrednio prywatnymi kanałami, większość komentarzy na blogu też jest pozytywna.

      Rozumiem, że może Ci się nie podobać to, co piszę, ale wcale nie każę Ci tego czytać, ani się ze mną zgadzać. Od początku zarzekałaś się, że zostaniesz zlinczowana za brak zgody na moje wyliczenia, ale moim zdaniem większym problemem jest agresja, zdenerwowanie i złość, które bije z Twoich słów…

      Twoje zdanie o moich wyliczeniach jest mi głęboko obojętne, post zresztą powstał w nieco innym celu, bardziej jako instrukcja pewnego toku myślenia, niż jako cennik. Zarabiam na życie w inny sposób, pewnie nie doczytałaś, ale wyliczenie dotyczy szala, który zrobiłam W PREZENCIE i ZA DARMO dla mojej bliskiej przyjaciółki. Pokazuje jednak to w jaki sposób powinno się określać ceny ręcznej pracy i że nie każdego na nią stać, a niedocenieni rękodzielnicy bardzo cierpią z powodu niedoinformowania w kwestii podstaw ekonomii…

  21. nie chodzi mi o to, żeby się z tobą kłócić. Tak jak ty, wyrażam swoje zdanie. To mi trochę wyglądało, jakbyś się rzucała na ludzi którzy nie chcą wiele, za swoje prace. Sama zastanawiał się, czy nie sprzedawać swoich prac, wiec w jakimś stopniu mnie to dotknęło.
    Z resztą dobra, I’m out.

  22. Tak, zgadzam się z Tobą całkowicie. Miałam taki sam problem: zalega u mnie wiele rzeczy dzierganych, takich jak czapki, szaliki… zajmują zbyt dużo miejsca. Dla mnie nie mają żadnej wartości – nigdy bym ich nie nosiła, ale komuś innemu mogą się spodobać, a przy okazji ja mogę zarobić ;). Dlatego postanowiłam zorientować się, ile kosztują tego typu rzeczy na Allegro i oczy wyszły mi z orbit: 20 złotych za dziergane na szydełku bolerko?!!!!
    Albo ktoś robi mnie w konia, albo nie uważa się za prawdziwego rękodzielnika… Żałość. Jednocześnie trochę się pocieszyłam, gdy zobaczyłam, jak inni (to była mniejszość, oczywiście)wyceniają swoje produkty na wysokie liczby, często powyżej 100 zł.

  23. Bardzo fajnie że piszesz takie rzeczy. Ja jestem początkującą w temacie osobą, która do tej pory robiła zabawki dla znajomych, znajomych znajomych, zawsze za free, albo za nigdy nie postawione „piwo” i robiłam to od dawna, bo samo robienie sprawiało mi dużo frajdy. Ostatnio bardziej dla przygody i z ciekawości niż dla zysku wzięłam udział w targach rękodzieła i ogromnym problemem było dla mnie wycena moich prac. Tym bardziej, że nie sądziłam że będzie aż takie zainteresowanie. Mnie osobiście ciężko było wycenić coś co jest efektem pasji, pewnego rodzaju terapii i przyjemności bardziej niż pracy, dlatego poprosiłam o to znajomego, każdą jego cenę komentując hasłem: „no co ty, weź przestań, chyba żartujesz” itp… Okazało się, że ceny które podał były niskie, bo sami kupujący często komentowali je, porównując do innych, o wiele droższych. Dowiedziałam się, że robie coś co jest dużo więcej warte, niż mi się wydawało… Dziwne uczucie, ale przyjemne, nie powiem że nie:) Dlatego tym bardziej miło czyta się takie teksty jak Twój. Daje to poczucie, że to co robię jest coś warte i że w szanowaniu swojej pracy nie ma nic złego. Pozdrawiam serdecznie 🙂

  24. Witam
    Ktoś mi kiedyś powiedział „nie oddawaj swoich prac za darmo bo nikt nie doceni ich wartości”co by to nie było .Nie powinno się rozdawać swoich prac na prawo i lewo ,nie mówię tu o prezentach czy pracach wykonywanych na rzecz rodziny.Natomiast drażni mnie to ,że ktoś sprzedaje szal zrobiony na drutach za 50 zł ,kiedy włóczka kosztowała 30 zł,gdzie sens i logika.Sama robię na drutach i szydełku i wiem ile to czasu zajmuje ,nie jestem filantropem ani bogaczem ,żeby oddać coś za grosze.Wykonuje również zabawki ,które pochłaniają mi od 2-5 godzin w zależności od wielkości i wyceniam na 25-50 zł i jak się to ma do chusty czy szala ażurowego ,którego się dziubię długie godziny z uwagą i liczeniem oczek,dlatego nie robię dzianiny dla ludzi bo stwierdziłam ,że jest to nie opłacalne a jak już ktoś usłyszy kwotę za taką usługę to myśli , „chyba zwariowała” .Świetny temat poruszyłaś a zarazem burzę bo nie wszystkie Panie się z Tobą zgadzają .Ja Cię popieram w całej rozciągłości.Pozdrawiam serdecznie Elżbieta

  25. Zgadzam się z Tobą, że wycenić swoją pracę jest najciężej. Człowiek robi to z pełnym poświęceniem i powinien umieć sam się docenić, bo przecież nikt inny nie wie ile kosztuje np. ręcznie zrobiona kartka (bo takie wykonuję metodą quillingu) dopóki sam się za to nie zabierze. Sprawia mi to wiele radości, ale tak jak już ktoś wspomniał, są tacy, którym wszystko jest za drogo. Na szczęście wiele osób docenia to i nawet słyszę, że „za mało biorę” za swoją pracę, ale może Twój post pomoże mi określić ile prawidłowo powinna kosztować moja ręczna praca.
    Pozdrawiam Ania

  26. Hm, W naszym kraju są ogromne dysproporcje jeśli chodzi o status materialny. Znam panie emerytki, którym ledwie starcza emerytury na jedzenie i leki a nikt ich nie zatrudni, bo wiek nie ten. Ale mają złote ręce do rękodzieła. I wcale się nie dziwię, że sprzedają swoje prace za niskie ceny. Bo dla nich możliwość dorobienia paru groszy to być albo nie być. I nie stać ich na to, by czekać miesiącami na klienta, który zechce kupić za wyższą cenę. Nie poruszyłaś jeszcze kwestii obniżonej ceny dla stałych odbiorców. Bo inaczej wycenia się rzecz, gdy zamówienie jest jednorazowe, a inaczej, jeśli ktoś współpracuje na stałe, zamawiając często duże ilości.
    Moja klientka, (i to koleżanka ze studiów!) mieszkająca w Niemczech, dla której wykonywałam frywolitkowe elementy ozdobne do dzierganych przez nią sweterków, płaciła mi za jeden motyw ( z jej nici jedwabnych) 4,50 zł. W końcu powiedziałam jej, że za taką cenę robić więcej nie będę. Stwierdziła, że w Niemczech nikt nie kupiłby kolczyków z frywolitki za 30 zł i że w Polsce rękodzieło ceni się znacznie wyżej! Na koniec naszej rozmowy napisała na skype: ” Cóż, mamy kapitalizm, a to polega na wyzysku 😉 nie na docenianiu pracy…”.
    Zerwałam z nią kontakt.

    1. Znam niemiecki rynek i mogę powiedzieć Ci tylko, że to nieprawda. Niemcy, podobnie zresztą do innych mieszkańców Europy Zachodniej, bardzo cenią ręczną pracę. Bardzo często Niemki są klientkami najbardziej kosztownego polskiego rękodzieła – haftu krzyżykowego, który wymaga mozolnych godzin pracy i drogich materiałów…

  27. Taaa … drażni mnie niesamowicie zaniżanie cen. A najbardziej rozwala tekst klienta „zrób mi bo mi się nie chce, ale nie za drogo” – szczerze ? mi za darmo też by się nie chciało robić :/ Tak owszem – dla siebie, dla przyjaciół, dla rodziny – robię z ogromną przyjemnością i zupełnie za darmo – w końcu to moja pasja i uwielbiam się nią dzielić. Ale- jeśli sprzedaję – to sprzedaję – mój czas jest cenny, moje umiejętności też – ludzie ! Zacznijcie się cenić ! Nie każdy potrafi leczyć ludzi, nie każdy potrafi zbudować dom i nie każdy ma talent w rękach ! Jesteśmy wyjątkowe i nie zamieniajmy pracy swoich rąk w chińską manufakturę. A jeśli ktoś mi mówi „na allegro kupię taniej” – niech kupuje, widocznie nie potrafi docenić wartości prawdziwego rękodzieła.
    Pozdrawiam.

    PS wyceniałam tutaj:
    http://handmadebymama.blogspot.com/2013/08/docenmy-rekodzieo-tak-przy-niedzieli.html

  28. Dziękuję Ci za poruszenie tematu, a wszystkim komentującym za konstruktywne uwagi. Od paru miesięcy mam DG, ale do dziś nie wiem czy dobrze wyceniłam swoje prace. Zmobilizowałaś mnie do sensownych wyliczeń. Pozdrawiam serdecznie.

  29. Ludzie oczekują po rękodziele super jakości w cenie niższej od chińszczyzny. Przecież to się kupy nie trzyma!
    I nie rozumiem czemu w wyliczeniu wzięłaś płacę minimalną – czy artystom nie powinno się za robociznę płacić więcej niż np. kafelkarzom i tynkarzom??? 😉

  30. Super. Zgadzam się z wpisem… Ludzie chcą zamawiać rękodzieło, dobrze wykonane, z pomysłem, oryginalne itd za małe pieniądze. Ciekawe czy te osoby same by zrobiły za takie pieniądze zamawianą rzecz, gdzie często wymaga ona kilkunastu godzin pracy.
    Pozdrawiam serdecznie.

  31. Swietny artykuł. Sprzed roku ale jakże aktualny. Czasami zastanawiam się jak to możliwe że to się komuś opłaca np sprzedać ręcznie robiony kocyk z włóczki 100×100 cm za 120-150 zł. Przecież sama włóczka dobrej jakosci to 40-50 zł jak nic na taki kocyk. Do tego praca + VAT, dochodowy. No i pojawia sie pytanie – jak to sie im oplaca? I nagle sie okazuje że taki twórca robi to na czarno i zarabia 50-60 zł za mnóstwo godzin pracy. I do czego dochodzi? Ktoś kto chce uczciwie założyć firmę i sprzedawać produkty ręcznie robione płacąc podatki musi się bić z tymi którzy wyceniają to taniej niż chiński kocyk z centrum handlowego.

    1. Tak najbardziej irytujacy są artyści działajacy na czarno.Ja akurat robię ceramikę unikatową i do szału mnie doprowadza grupa instruktorów ceramiki z domów kultury itp którzy robią swoje rzeczy tamże a potem sprzedają za połowę lub w ogóle za jedna czwartą mojej ceny. Nie będę tego nazywać po imieniu ……
      Przestałam sprzedawać moje prace bo ze swoja legalna działalnością nie mam szans przebić ich cenowo.

  32. Mam wrażenie, że większości się wydaje, że to takie łatwe, że sami by sobie zrobili a nie mają czasu to kupują. A przecież tak jak napisałaś.. I dodatkowo przecież porojekt się też liczy.. nie każdy jest artystą i nie karzdy umie wymyślić. Całkowicie się z Tobą zgadzam w każdym słowie. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *