Jak wycenić rękodzieło?

 

Sprawa wydaje się prosta na pierwszy rzut oka:

Materiał + Praca + Koszty dodatkowe = Cena

Bezwzględne prawa marketingu i gospodarski rynkowej obowiązują także tych, którzy wcale się nimi nie przejmują, więc może warto się chwilę zastanowić.

Piszę tego posta bo zawsze miałam problem jak wycenić moją pracę, ile warte jest to co robię… Podejrzewam, że każdy rękodzielnik miał kiedyś taki dylemat. Chodzi o zachowanie tej chwiejnej równowagi pomiędzy opłacalnością dla twórcy a możliwościami sprzedaży… Nie mogę jednak patrzeć jak niektórzy twórcy pozwalają, by pogoń za coraz niższą ceną niszczyła oryginalność, jakość i staranność wykonania! Stąd już tylko krok do masówki i chińszczyzny…

Nie wierzycie? Oto prosty przykład – dużo ostatnio robię na drutach, więc posłużę się przykładem z tej dziedziny. Będzie to projekt prezentowy – ażurowy szal dla mojej przyjaciółki Tygrysicy

Projekt: starannie go wybierałam, zajęło mi to około godziny, by efekt był zachwycający i jednocześnie bym była w stanie go wykonać z moimi umiejętnościami
Przygotowanie: w tym wypadku było tego niewiele, bo nie  robiłam próbki, pozostaje zatem tylko wybór włóczki
Wykonanie: w wolnym czasie zajmuję się tylko tym projektem – zakładając, że nigdzie się nie pomylę i nie będę musiała pruć czas „produkcji” to około 20 godzin
Wykończenie: około 2 godzin, bo trzeba powszywać luźne końcówki, wyprać chustę i zblokować, by w pełni zaprezentować jej urodę i by trwała ona w czasie jak najdłużej
Sprzedaż: (podpunkt w tym konkretnym wypadku nieobecny, ale niezwykle ważny w innych) Zrobienie dobrej jakości zdjęć i ich obróbka, przygotowanie opisu, publikacja w internecie, potem jeszcze pakowanie i kolejka na poczcie – to wszystko trwa, co najmniej 2 godziny dla każdego przedmiotu
PRACA RAZEM: 25 godzin

Koszty materiałów są najłatwiejsze do policzenia, od razu wiadomo ile kosztowała dana włóczka (w moim wypadku to jeden kłębek – koszt około 25 złotych)
MATERIAŁY RAZEM: 25 złotych

A to przecież jeszcze nie wszystko, bo dochodzą jeszcze nieuniknione koszty:
nauki (książki, czas poświęcany na naukę, kursy, płatne tutoriale) 
amortyzacji narzędzi (dobrej jakości druty to w moim wypadku 200 złotych za zestaw, do tego aparat fotograficzny, komputer, czasem jeszcze jakieś inne akcesoria…)
prowizji dla pośredników (pobierają ją wszystkie podmioty w całym łańcuchu pokarmowym – galerie internetowe, pośrednicy finansowi, emitenci reklam i inni)

INNE KOSZTY RAZEM: szacuję je na około 10 złotych, żeby łatwiej się liczyło

Zatem szal wart jest 25 złotych oraz 25 godzin pracy. Liczmy więc dalej – minimalna płaca brutto w gospodarce w roku 2012 to 1500 złotych, w przeliczeniu na stawkę godzinową to 9,375 zł/h

KOSZT CAŁKOWITY SZALA TO PONAD 260 ZŁOTYCH!

Powiem więc bolesną prawdę – nie każdego stać na przedmioty ręcznie robione! Zamiast zatem próbować na siłę obniżyć cenę wybierając gorsze materiały, wzory i wykonanie podkreślajmy to co jest najważniejsze w ręcznie robionych przedmiotach. Dumpingowe ceny psują rynek nie tylko szkodnikom, ale wszystkim, spada jakość i klientom wydaje się, że cudza praca może być za free…

Proponuję zatem wszystkim osobom, które sprzedają na Allegro swoje wyroby za śmieszne ceny, żeby zaczęły je rozdawać za darmo. Skoro to dla nich hobby i nie utrzymują się z tego, nie interesują ich dodatkowe dochody lub praca zawodowa związana z rzemiosłem to będzie najbardziej sprawiedliwe dla wszystkich wyjście. Klienci się ucieszą, bo nie będą musieli płacić, twórcy odzyskają w domu nieco przestrzeni, którą będą mogły zająć za jakiś czas nowe dzieła, a ceny może wreszcie uzyskają właściwy, realistyczny poziom.

Jeśli zgadzasz się z moimi wnioskami, proszę udostępnij ten materiał znajomym na Facebooku czy Twitterze, wyślij im link lub umieść podobne wyliczenie dla własnej pracy i daj mi o tym znać mailowo lub w komentarzu, wtedy dołączę Twój link do tego posta.

WYLICZENIA INNYCH RĘKODZIELNIKÓW:

 

Proszę podziel się tym postem – udostępnij go na Facebooku lub wyślij osobom, które Twoim zdaniem powinny go przeczytać. Chciałabym, by każda osoba, która wycenia pracę swoich rąk robiła to świadomie i nie szkodziła innym swoją niewiedzą…



Może spodoba ci się jeszcze...

450 komentarzy

    1. Serio Paulina…? Koszt drutów i ich amortyzacja najbardziej cię w tym wyliczeniu zafrapowała? Gratuluję czytania ze zrozumieniem.

      1. warto jeszcze pamiętać o … cząstka czynszu, energia elektryczna i gaz (przygotowanie posiłku w trakcie, koszty sprzątania, podatki i oplaty stałe (DzG) … dużo tego, ale warto pamiętać by wyliczać je jako cząstkę miesiąca, by nie popaść w skrajność. bo może okazać się, że np. koszyczek z grubego sznurka ma taką samą cenę co obraz namalowany przez artystę, czy artystyczna biżuteria.
        rękodzieła nie opłaca się sprzedawać w PL i każdy to wie. nie da się na nim zarobić więcej niż do 10 zł za godzinę. a raczej zdecydowanie 5 do 7 zł / H.
        Takie są realia.
        Rynek psują głównie dzieciaki, które sprzedają na allegro za grosze, tylko dla satysfakcji i pokrycia kosztów materiału.

        1. Kaziu, do ceny przedmiotu trzeba doliczyć wszystkie ponoszone koszty i to jest jasne, jeśli to praca, to trzeba na niej zarabiać i się z niej utrzymywać pokrywając niezbędne wydatki (oczywiście nie w całości, ale w odpowiednim procencie odpowiadającym czasowi pracy) – dla każdego ten pułap jest inny, ale w każdym wypadku występuje (ja mieszkam w dużym mieście i wynajmuję mieszkanie, ktoś inny ma dom na wsi i rocznie płaci tyle co ja na raz za jeden pokój, ktoś ma dzieci i związane z tym koszty, mnie to omija itp.).

          Co do opłacalności tworzenia rękodzieła to w części masz rację, a częściowo się mylisz. Przede wszystkim największą szkodę dla rynku przynoszą nie dzieciaki (bo studenci wyrastają idą do pracy i przestają mieć nadmiar czasu), a dorosłe kobiety, zazwyczaj niepracujące matki i żony, utrzymywane przez mężów, które nie płacą podatków i składek, mają dużo wolnego czasu i są gotowe pracować za jakiekolwiek wynagrodzenie, bo czas w ich mniemaniu jest za darmo (bo nikt inny nie jest gotów za niego płacić oferując im zwykłą pracę). Najbardziej natomiast wkurza mnie sytuacja kiedy za takie dorabianie bierze się rencistka – bo to z moich podatków (teraz prowadzę firmę, wcześniej pracowałam na etacie) ma wypłacane pieniądze zapewniające przetrwanie na minimalnym poziomie i pośrednio to ja powoduję, że jej ceny mogą być obniżane do absolutnie nierealnego poziomu. Na szczęście nie wszystko stracone, bo da się w Polsce zarabiać na rękodziele, jednak musi to być doskonale przemyślane i niewielu osobom się udaje.

      2. Dobrze to spuentowałaś. Ja sama robię coś na szydełku, głównie akcesoria dla niemowlaków. I niejednokrotnie spotkałam się z tym, że ludzie, nawet znajomi chodzili z moimi zdjęciami po znajomych ciociach, bo uważali, że za dużo chce z nich zedrzeć bo przecież włóczka jest tania. Dopiera jak się okazywało, że ciocia niestety nie da rady tak tego wykonać tylko po swojemu wracali do mnie i płacili aż 25zł za parę bucików na szydełku.

        Marzą mi się czasy, kiedy w Polsce zacznie być doceniane rękodzieło.

    2. Wszystko sie zgadza ale rynek jest rynkiem i tego nie przeskoczysz.Niemniej nie jest niemożliwe aby sprzedać za dobrą cene ,dobrą prace.Ja sam choć nie potrafie dziergać takich prac to fascynuje mnie to jak piekne rzeczy mozna stworzyć z kawałka sznurka! Dlatego tez uwazam ,że nigdy nie sprzeda ten dobrego towaru kto nie wierzy w jego jakosc.Innymi słowy jak nie wierzysz w siebie to nikt nie zrobi tego za Ciebie,(za wyjątkiem stwórcy ale jemu ma kto szydełkować)
      Reasumując serweta o średnicy 50 cm warta jest 6 dych ale mozna ja sprzedac za 180 zł
      I ja to robie a Wy?
      Amen

    3. ja pracuje tylko na drutach szal o długości 180cm i szerokości 30cm robię do 10 godzin a wełnę na allegro można kupić dużo taniej nawet 4-10 zł za kg to na wełnę potrzebną na szal nie wydam więcej niż 2-3 zł to całkowity koszt wykonania szala jest dużo niższy

      1. Jeśli kupujesz „wełnę” za 4-10 zł kilogram to wolę nie wiedzieć co to naprawdę jest i jak wygląda szalik, który jest z niej wykonany.

  1. Bardzo dobry i potrzebny wpis. Z mojego doświadczenia: ludzie, którzy targują się o cenę rękodzieła (czasami domagając się nawet 30% upustu!) to Polacy i ludzie z Europy wschodniej, gdzie rękodzieło nosi piętno czegoś, co dłubie się samemu wieczorami, kiedy nie ma się pieniędzy na kupno gotowej rzeczy. Na tzw zachodzie jeszcze nie spotkałam się z narzekaniem na ceny rękodzieła, a raczej z podejściem typu „fajna rzecz, na pewno zabrała dużo czasu, nie mam kasy, odłożę sobie na to i kupię jak mnie będzie stać a nie będę jojczył sprzedawcy, że drogo”.

    1. Dokładnie!
      U nas ciągle pokutuje przekonanie, że rękodzieło to domena babć, które nie mają co robić w wolnym czasie, co już od jakiegoś czasu nie jest prawdą. Rękodzieło jak praca niemaszynowa samo z siebie ma wartość dodaną względem seryjnej produkcji. I powinno mieć to odzwierciedlenie w cenie, szczególnie, że naprawdę jest uzasadnione, co mam nadzieję zostało dowiedzione powyżej.

      Na Zachodzie jest inaczej, słowo handmade to nie synonim szaroburych, krzywulców robionych bez polotu. Tam równą wartość ma designerski drobiazg do domu, ubranie od projektanta, jak biżuteria wykonana przez pasjonata, czy ręcznie wykonana dzianina.
      Mam nadzieję, że niedługo Polacy też przejrzą na oczy w tej kwestii…

    2. Święta prawda… Mam za sobą dużo jarmarków i targów, niestety zawsze podważającymi wartość byli Polacy (oczywiście nie wszyscy), a jak to już był ojciec rodziny z wąsem to wyśmianie ceny 150 zł za kapelusz ręcznie filcowany (często z haftem koralikowym lub innym pracochłonnym wykończeniem) było absolutnym standardem (nie chcę generalizować i obrażać panów z wąsem (mam tu bardziej na myśli „mentalny wąs”, ale to było NAPRAWDĘ regułą) i zaproponowanie, że on to może kupić za 30 zł i co ja na to. Zawsze było zdziwienie jak mu mówiłam NIE (bo pewnie myślał, że z radością przystanę na to, że ktoś chce mi zrobić łaskę i kupić). Smutna prawda 🙁

    3. zgadzam się w 100%. na zachodzie doceniają rękodzieło! nigdy nie powiedzieli ,że za drogo! tylko podziwiali,że piękno dzieło i ile pracy trzeba było w to włożyć!!!!

    4. Fout, fout, fout w mysleniu. Polskie rekodzielniczku cenia sie niestety o wiele bardziej niz te na zachodzie. Zeby za taki szaliczek policzyc sobie 260 zlotych, to naprawde smieszne. Propnuje jeszcze podliczyc amortyzacje kanapy lub krzesla na ktorym sie siedzi podczas robotkowania, energie + amortyzacje lampy , czas suszenia robotki po blokowaniu.

      1. Polskie rękodzielniczki muszą się cenić bardziej niż na zachodzie, bo oprócz zarobienia na siebie muszą także zarobić na ZUS i US, a to potężne kwoty i nie wie o tym tylko ten, kto całe życie przepracował na etacie.

        260 złotych to dużo? Nie mam żalu, proszę nie kupować, jeśli woli Pani chiński badziew za który zapłaci pani 10% tej kwoty to proszę bardzo, droga wolna, ale ja nie obniżę cen do poziomu taśmowej masówki, bo klientki chciałyby polską jakość za chińską cenę, bo akurat tyle są gotowe wydać 😉

        1. „Polskie rękodzielniczki muszą się cenić bardziej niż na zachodzie, bo oprócz zarobienia na siebie muszą także zarobić na ZUS i US, a to potężne kwoty i nie wie o tym tylko ten, kto całe życie przepracował na etacie.”???

          Tzn., ze np. zachodnim dziewiarkom ich zachodni ZUS i US jest darowane gratis? Albo, ze sa na utrzymaniu mezow, kochankow, sponsorow? A tam to pewni juz wszyscy bogaci albo zbieraja pieniazki z drzewek szczescia. Zachodni odpowiednik ZUS jest o wiele bardziej drozszy. Ale o zachodnich normalnych ubezpieczeniach to sie pani chyba nawet nie snilo. Po co wiec takie pierdoly tu wstawiac?

          1. W Niemczech składki emerytalno-rentowe nie są obowiązkowe, w Anglii płacone są w zależności od osiąganych dochodów, a w obu tych krajach (słynących zresztą z niewielkich firm rękodzielnicznych) system wspiera przedsiębiorców zamiast ich gnębić. Koszty życia w krajach rozwiniętych są oczywiście większe, ale obciążenia podatkowe są niższe i ze względu na zamożność społeczeństwa łatwiej jest prowadzić biznes. I co najważniejsze tam wszelkie daniny na rzecz państwa płaci się tylko wtedy, kiedy firma osiąga dochody, a w Polsce jedno jest niezależne od drugiego….

          2. ze sie tak wtrace …!!!!!!!!!!!! no bzrury !!!!
            ja jestem Hand madowcem mieszkajacym w Austriii . U nas welna nie kosztuje 25 zl /4 euro -kosztuje dwa razy tyle , tu material nie kosztuje 20-40 zl za metr tu kosztuje powyzej 10 euro ,nitka nie 2-4 zl a 2-4 euro!!! a godzina pracy nie 9 zl a Minimum 9 euro !!!!!!!!!!!!!!!! czynsz za mieszkanie mieszkanie tez podejzewam , ze rozni sie nieziemsko …. wiec jakim cudem Pani sadzi, ze polscy Hand madowcy maja gozej i musze wiecej liczyc?

          3. Ewa rozumiem, że dla Ciebie opłaty ponad 1500 miesięcznie to pryszcz i spokojnie możesz coś sprzedawać nawet i za 5 zł? Nasze rękodzielniczki wcale się nie cenią wyżej niż te zachodnie, wręcz odwrotnie, czasami mam ochotę potrząsnąć nimi mocno, bo dostosowując się do wybrzydzającego na ceny klienta zaniżają ceny tak, iż często nie pokrywają one nawet kosztów materiałów. A gdzie jeszcze robocizna? Akurat przy wycenie nie biorę pod uwagę czy prądu czy internetu, nie bawię się też w wycenianie pójścia na pocztę czy wypisywania karteczki nadania – no to akurat moim zdaniem jest śmieszne. Biorę pod uwagę tylko koszt materiałów i teoretycznie czas wykonania – teoretycznie, bo w przypadku bransolet koralikowych to wychodzi sensownie, w przypadku dużych firan już nie. Za taką firanę robioną prawie miesiąc ( największa, jaką na szydełku 1.25 zrobiłam miała 2.40 metra szerokości ) to według Ciebie ile powinnam wziąć? 50 zł? Litości. Nie trzeba przecież kupować od nas, można samemu kupić sobie materiały, odpalić yutube czy inne fora i dziergać samemu.

  2. Oczywiście druty mam do wielu rzeczy, podobnie aparat i laptopa, niemniej jednak jest to sprzęt niezbędny, a jego cena jest wysoka, dlatego w ogóle zawracałam sobie głowę wspominaniem o tym, podobnie rzecz ma się z nauką, poświęcam na nią dużo czasu, nieustannie rozwijam umiejętności, to realne koszty, bo zajmuje to czas, a w żaden sposób nie przyczynia się do wzrostu dochodów. W moim wypadku rękodzieło nie jest źródłem utrzymania, więc wyliczenie jest trochę na wyrost, ale na co dzień spotykam się w pracy z wycenami czasowymi różnych projektów i na tej podstawie z analizą ich wartości, czy opłacalności. Dlatego konstrukcja wyliczania wydatków jest taka a nie inna.

    1. Też znam ten problem. Ale stwierdziłam dawno temu -postawię na jakość. Ceny moich wyrobów nie są z kosmosu. Aczkolwiek i tak słyszałam, że :”tyle? to za drogo.” A i tak wracali do mnie… Wykonuję frywolitkę (najczęściej biżuterię) tyle lat, że doszłam do takiej wprawy iż nie muszę krochmalić swoich wyrobów. Zawsze wysyłałam „delikwenta” do galerii, żeby sobie tam zakupili „coś”… Wracali, grzecznie prosząc o zapakowanie wybranej wcześniej biżuterii. Trzymam kciuki aby więcej nas było tak samo myślących- rękodzieło trzeba cenić!!! Zwłaszcza dobrze wykonane i wykończone. Pozdrawiam.

    2. Masz racje w tym co piszesz. Sama zajmuję się rękodziełem- biżuterią. Moi bliscy uważają, że wyceniam ją za nisko…porównując ceny bardzo podobnych rzeczy w Galeriach. Ja uważam, że może są niskie ale z wyższymi cenami sie nie przebije…Napewno nie będe konkurowała z chińszczyzną ale ceny za wysokie nie sprawią, że przyciągne klientów. Miałam ostatnio nie miłą sytuację gdy na jednym z targowisk wystawiłam w jeden dzień moje dzieła z tabliczkami „rękodzieło” aby sie rozreklamować. Sprzedałam kilka rzeczy, jednak natrafiła sie Pani, która na cenę bransoletki (20zł) odparła ze stanowczo za drogo się wyceniam bo na allegro kupi bransoletki o wiele taniej ( pomijając fakt, że musi doliczyć koszt przesyłki) Odparłam, że wszystko wykonuje sama, ręcznie, z antyalergicznych materiałów a nie sprzedaje chińszczyzny. Na co ona odparła, że ona w takie rzeczy nie wierzy. Strasznie mnie to wkurzyło gdyż spedzam kilka do kilkunastu godzin dziennie nad tworzeniem…a ktos nie docenia tego kompletnie.
      Masz racje nie można wyceniac rzeczy odnosząc się do lawiny chińszczyzny która zalewa rynki. I tez mnie to smieszy a nawet irytuje jak dziewczyny, które nie mają swojej działalnosci zasypują allegro cenami czasem niższymi niz sa warte nie ceniąc swojej pracy. Postanowiłam olac to wszystko i postawić na oryginalnośc. Wszystko tworze w 1 sztuce. Wychodze z założenia, że jesli się komus podoba to to kupi nieważne czy kosztuje to 20 czy 50 zł. Pozdrawiam

      1. Święta racja. Ja wykonuję biżuterię sutasz, również ją wycieniam bardzo nisko, po to aby sprzedać. Podliczam jedynie koszty materiałów i parę złotych dla mnie za pracę 🙂 To są śmieszne pieniądze, a czas pracy to parę godzin. Gdybym wyceniła swoje godziny pracy tworząc daną biżuterię musiałam bym sprzedawać ją znacznie drożej. Ja osobiście podziwiam osoby tworzące rękodzieło, gdyż naprawdę trzeba włożyć ogrom pracy żeby powstały takie piękne rzeczy. Pozdrawiam. Życzę powodzenia

  3. Ja bym dodała jeszcze zus ( bo przecież jeśli mówimy o zarabianiu, a nie hobby to mamy DG 🙂
    zus dla przedsiębiorcy
    890,14 zł – Suma składek z dobrowolnym ubezpieczeniem chorobowym (ze składką na Fundusz Pracy)
    890/ 22 dni to 40 zł za dzień , ~5zł /h
    księgową około 1zł/h
    i podatek 19 % z tym, że trudno obliczyć…ale skoro jest dochód i chęć uzyskania zysku to i podatek będzie:)
    aaa… i jeśli mówimy o rękodziele ogólnie, to nie wiem jak przy robótkach, ale przynajmniej przy biżuterii trzeba doliczyć 23% Vatu
    Jeśli natomiast liczymy prowizję galerii ( średnio 20 %)
    to w twoim przypadku jeśli dodamy tylko to obliczyłaś materiały + robociznę czyli 250 zł prowizja dla Galerii wyniesie 50zł
    Dla klienta mamy już 300zł + to co napisałam wyżej.
    Pozdrawiam Ania
    lianna.blox.pl

    1. Nie pisałam o ZUS i działalności gospodarczej, bo mnie to nie dotyczy. Zresztą zawsze znajdą się osoby, które będą miały z tym problem.

      Jako podstawa wyliczeń przyjęta jest minimalna płaca w gospodarce brutto – w roku 2012 to 1500 złotych. Dzięki temu koszt pracy też jest od razu brutto – około 10 zł/h. Nie jestem księgową, mam mgliste pojęcie o opodatkowaniu, nie chciałam się pomylić. Stąd takie dane a nie inne…

    2. Myśląc jeszcze nad tą działalnością, to nie do końca tak jest, jak piszesz. Po 1) wszelkie zakupy materiałowe dajesz w koszty (włóczki, druty, gazetki itp). Jeśli korzystasz z inspiracji zachodnich i potrafisz to udowodnić to możesz wcisnąc w koszty również zakupy literatury do nauki jęz. obcego. Potrzebujesz biurka, krzesła do biurka, zeszytów na notatki (na wzory), długopisów, flamastrów/kredek do projektów, maszyny do szycia (no bo np. robisz torebkę w włóczki, ale podszewkę z materiału na maszynie), regału/półki na materiały i wyroby gotowe… itp., żeby publikować w sieci, potrzebujesz internetu, komputera, który zakupujesz – to wszystko idzie w koszty.
      2) Co do ZUS… to na początku przez okres 2 lat jest ulgowy i nie wynosi na pewno tyle, ile jest tu napisane. (przynajmniej tak było do niedawna).

      co do reszty to zogdzam się, rękodzieło jest obecnie zbyt mało warte dla kupujących, a szkoda.

      1. i tym sposobem, po podliczeniu cena szlika podniesie sie do 500 zlotych. dziekuje, ide na ryneczek po pieknie prezentujaca sie choc jakosciowo tania chinszczyzne. A za tydzien kupie sobie inny a potem znowu inny

    3. Wełniana … nawet jak masz zmniejszony zus przez 2 lata
      to do kalkulacji i tak powinnyśmy brać pełny zus
      Wg mnie „Państwo” zmniejsza stawkę na pierwszą działalność, by przez ten okres karencji zainwestować w swoje stanowisko pracy, wiedzę , reklamę, aby po tym okresie z powodzeniem rywalizować z ludźmi którzy od lat są na rynku.
      z pewnością nie można tej sumy przeznaczyć na obniżkę ceny swoich wyrobów ( mam mniejszy zus ..taniej sprzedaje)

    4. Yadis ja też nie jestem księgową,
      ale uważam , że do obliczeń należy brać wszystkie realne koszty tak jakbyśmy miały DG
      to że ciebie dzisiaj to nie dotyczy , nie znaczy że nie będzie dotyczyło w przyszłości:)
      poza tym jeśli konkurujesz z kimś na rynku kto musi płacić pełen ZUS to on ciebie może podsumować tak jak ty zrobiłaś z „Allegrowiczami ” ( w cudzysłów, bo jak rozumiem jest to umowne określenie:)
      Zresztą analogicznie osoby z Allegro ci odpowiedzą
      włóczkę mam ze strychu mamy,( tylko się marnowała:)
      wzór z ksiażki babci
      z komputera i aparatu korzystam w pracy taty
      druty kupiłam na bazarku za 1 zł
      a robię tylko, żeby odpocząć i zająć sobie ręce
      jest wolny rynek i daję cenę tylko taką żeby mi nie leżało.
      i tak naprawdę trudno z tym polemizować. Mylisz że ktoś przejmuje się tym, że innemu psuje rynek?..nie sądze:)

      Jeśli twój „apel” ma coś zdziałać to uważam, że przede wszystkim musisz położyć nacisk ,aby uświadomić jak powinno się kalkulować ceny

      bo nawet z wpisów widać , że nie zawsze jest to zła wola czy chęć dapingowania cen
      ale po prost niewiedza.
      Pochodzimy z różnych rejonów Polski , w niektórych miejscach zarobić chociażby pare złotych nie jest prosto
      dlatego z tego co widzę dużo osób w ogóle nie liczy swojej pracy , liczby godzin itd.
      godziny zalicza właśnie do czasu spędzonego przyjemnie
      a cenę tego co wystawia kalkuluję …tak by starczyło tylko na następny materiał a jak zostanie 5 zł górką to już będzie cudownie

      Oczywiście o obniżce jakości ( której klient często nie widzi ) nie powinno się w ogóle dyskutować. Jest to poniżej krytyki.
      Jeśli coś jest tandetnie wykonane, robione w okresie nauki (częsty argument na obniżoną cenę) itd…nie powinno być sprzedawane za żadne nawet najniższe pieniądze, nie powinno nazywać się tego rękodziełem… mnie za takie prace jest po prostu wstyd:)
      lianna.blox.pl

      1. Zgadzam się. Dodam jeszcze, że ewentualny argument o wolnym rynku nie może być stosowany w sytuacji gdy mamy do czynienia z dumpingiem. Dumping w rozumieniu sprzedaży w cenach poniżej kosztów produkcji ze szczególnym uwzględnieniem kosztów roboczogodziny jest niezgodny z prawem, o czym mówi ustawa, o przeciwdziałaniu nieuczciwej konkurencji.
        Prowadzę działalność i szlag mnie trafia gdy widzę te ceny. Modlę się by Urząd Skarbowy zabrał się za sprzedaż w internecie i „wyciął” tych, którzy robią to nie płacąc podatków. To co ma miejsce w tym kraju to skandal.

    5. Z tym kalkulowaniem cen to w przypadku rękodzieła jest to trudne. Jedna osoba może coś dziergać założmy 50 godzin, a inna tą samą rzecz zrobi w 70 godzin. Różnica godzinowa z pewnością przełoży się na jakość wykonania.
      Niedawno będąc w pasmanterii usłyszała rozmowę dwóch pań. Z rozmowy wynikało, że jest coś takiego, jak stała stawka za wykonanie jakiejś rzeczy (np. 100zł od swetra, lub więcej w zal. od stopnia skomplikowania wzoru), za włóczkę klient płaci osobno.

    6. @lianna, handmade by Helena:
      zgoda, przez 2 lata jest mniejszy zus. Właśnie przedsiębiorca ma 2 lata na to, żeby wpaść na pomysł, co zrobić, żeby naprawdę zarobić.
      Mam w domu osobę, która pięknie wykorzystała tą możliwość i znalazła złoty środek.

      Pozostaje nam rękodzielnikom przekonać ludzi, że nasza praca jest warta sporo. Cześć prac jest odtwórczych, ale znaczna część jest autorskim projektem.

    7. Właśnie Wełniana „żeby wpaść na pomysł, co zrobić, żeby naprawdę zarobić.”
      dlatego chce podkreślić , że obniżanie ceny, bo płacę niski zus to bat na siebie, bo jak zapracujesz sobie na stałą klientelę ( jakością swoich prac:) to jak im wytłumaczysz , że teraz bierzesz więcej? Bo masz większy Zus? Bez sensu…

    8. Brałam do kalkulacji stawkę najniższą z możliwych, zgodną z polskim prawem, a na dodatek brutto, by nie było problemu z dodatkowym obliczaniem opodatkowania.

      W Polsce według prawa nie można nikomu zapłacić w tej chwili mniej niż te niecałe 10 złotych brutto za godzinę i to nie podlega dyskusji. Koniec i kropka. Wszelkie bardziej skomplikowane wyliczenia mogłyby zgubić po drodze sens całego tego posta, bo mało kto by się przez nie nie przebił. A mi zależy, żeby sens tego co mówię był jak najszerzej rozumiany i komentowany.

      Zresztą to, że nie mam działalność to dla mnie czasem bardziej strata niż zysk, bo nie mogę korzystać z ulg i odliczeń kwot wydawanych ma materiały, naukę, narzędzia itp.

      Generalnie rzecz biorąc minimalna płaca brutto jest porównywalna z głodowym dochodem z DG liczonym z obniżoną stawką ZUS i podatkami – na rękę zostałoby około 1000 złotych w obu przypadkach. A 10 złotych za godzinę ładnie zaokrągla wszelkie wyliczenia i daje do myślenia przeciętnemu człowiekowi, bo większość z nas wie ile zarabia w ciągu godziny pracy (a jest to przecież wtedy stawka netto, czyli to co potem trafia do naszych kieszeni, a nie stawka brutto, z wliczonymi wszystkimi podatkami i narzutami)

    9. lianna: chyba nie myślisz, że napiszę tu gotowe rozwiązanie, jak to zrobić:)

      „bo jak zapracujesz sobie na stałą klientelę ( jakością swoich prac:) to jak im wytłumaczysz , że teraz bierzesz więcej? Bo masz większy Zus? Bez sensu…”

      Jakoś nie widzę w tym żadnego problemu. Nie muszę w ten sposób informować Klienów/Klientek. Ustaliłabym stałą cenę za wykonanie czegoś i już. Każda rzecz ma swoją cenę – nie muszę biadolić że ZUS, że VAT, wiadomo przecież, że za darmo się nie robi.

      btw.Lekarze na prywatnej wizycie też nie mają oporów,żeby powiedzieć: „od tego miesiąca stawka za wizytę skoczyła, ponieważ nas obłożono dodatkowymi kosztami”. Spotkałam się z tym co najmniej 3-krotnie.

    10. @ Yadis: „Zresztą to, że nie mam działalność to dla mnie czasem bardziej strata niż zysk, bo nie mogę korzystać z ulg i odliczeń kwot wydawanych ma materiały, naukę, narzędzia itp. „

      To do kitu. A nie dało się inaczej rozwiązać tej sprawy? Przecież materiały, narzędzia to podstawa naszej pracy.

    11. Już pisałam kilkakrotnie – zarabiam na życie w inny sposób, który bardzo lubię i cenię. I który daje mi co miesiąc pewny dochód, który mnie satysfakcjonuje.

      Rękodzieło jest moją pasją, bez żalu wydaję na nie pieniądze, bo to pozwala mi najlepiej odpocząć.
      Jednocześnie nie uważam bym z tego powodu miała za swoje przedmioty pobierać śmieszne opłaty, to już wolę nie sprzedać. Stać mnie na to. Dlatego powstał ten post, bo fakt, że mam stały dochód i nie żałuję wydanych pieniędzy nie powinien być dla nikogo uzasadnieniem psucia rynku, które przecież nie dotyczy tylko jednej osoby, ale wszystkich…

    12. „Zresztą to, że nie mam działalność to dla mnie czasem bardziej strata niż zysk”
      zrozumiałam, że MASZ działalność.
      Wybacz, nie czytałam twojego bloga od deski do deski, żeby móc zapamiętać w jaki sposób zarabiasz. Zresztą czytam tyle blogów, że trudno, żeby pamiętać co każdy robi. Głownie skupiam się na tym, co ktoś zrobił(w jaki sposób, z jakich materiałów). To właśnie powinno być w moim odczuciu nurtem przewodnim każdego bloga rękodzielnika.

    13. Bardzo dobry wpis, bo w ogóle porusza ważny temat, pracy ręcznej. Jednak ważna rzecz została tu pominięta. Przynajmniej ja tak oceniam z perspektywy wielu lat. Otóż ręce – nasze ręce. One są niesłychanie ważne w tym całym procesie dzianinowym. Sprawność tychże, jest nie mniej ważna niż druty. Śmiem twierdzić, że narzędziem pracy jest ręka z drutem względnie z szydełkiem.

      A czemu ważne są ręce? – otóż, nie każdego musi to spotkać, ale mnie dotknęło, zespół cieśni nadgarstka. I koniec robótkowania 🙁

      Odnośnie cen. Zrobiłam kiedyś na pewne zamówienie kilka ślicznych sweterków dziecięcych, jedne kolorowe, inne we wzory irlandzkie. Jak usłyszałam w jaki sposób chciano mnie wykorzystać, powiedziałam nie. Wolę je oddać za darmo .
      I tak też zrobiłam.

      1. wspolczuje bolesnych nadgarstkow ale chyba kosztow ich leczenia i ewentualnych zabiegow operacji a pozniej rehabilitacji nie wliczysz w koszt robotki.
        Dziewczyny, robicie z wlasnej i nieprzymuszonej woli! To jest nasze hobby, i nigdy na tym hobby sie nie dorobimy. Szaliczka za 500 zlotych nikt nie kupi!

    14. dużo robótkuję, sprzedaję głównie na zamówienie, ale kiedyś usłyszałam (trochę z innej beczki). Babcia sprzedawała grzyby na bazarku, własnoręcznie uzbierane – podszedł Pan -„babciu ile”, powiedziała cenę. na co Pan:”czemu tak drogo, przecież ma pani je za darmo”. Podsumowując: własnej pracy nikt nie jest w stanie wycenić, i nikt nie jest w stanie ocenić ile pracy w to wkładamy.

  4. Bardzo dobry wpis ! Borykam się z tym na co dzień i też dobijają mnie zwykle osoby, które pracują sobie gdzieś na etacie, a wieczorem raz na jakiś czas coś „wydłubią” i sprzedają to dla rozrywki po śmiesznej cenie, czasem poniżej kosztów. Na dodatek często jakoś pozostawia wiele do życzenia, co sprytnie jest ukryte w zdjęciach małej rozdzielczości, słabym oświetleniu czy przy pomocy photoshopa.

    1. Dokładnie!
      O to mi chodzi! Jeśli utrzymujesz się z innej działalności, a rękodzieło jest twoim hobby, to wyceniasz swoje prace realnie. Jeśli kogoś stać to kupi, jeśli nie to masz to w nosie, rozdasz przyjaciołom za darmo, ale nikt ci nie zarzuci że psujesz rynek. W ostatecznym rozrachunku wyjdziesz na plus, bo jeśli coś sprzedasz, to zarobisz tyle na jednej rzeczy co w innym wypadku na trzech czy pięciu oddanych za śmieszną cenę.

      Ale prawda jest taka, że trudno jest cenić swoją pracę, jeśli nie cenisz samego siebie. Myślę, że to może być powód takich a nie innych cen na allegro.

      Myślę, że wspólna akcja wielu osób, pasjonatów rękodzieła i osób zajmujących się tym zawodowo naprawdę może coś zmienić, dlatego napisałam tego posta i dlatego zachęcam w nim do własnych wyliczeń, które obiecuję opublikować u siebie promując przy okazji ich autorów

  5. podpisuję się pod tym postem obiema łapkami 🙂 Ja też zawsze mam problem z wyceną swoich prac…. chociaż sprzedaję raczej drobne rzeczy, które dość szybko się robi, to jednak problem wyceny pozostaje, i zawsze ustalam cenę PRZED! rozpoczęciem pracy, bo po fakcie, można zostać z niepotrzebną/niepasującą rzeczą, bo zamawiającemu nagle się wydało za drogo. Często cena jaką słyszę jako początkową propozycję nie pokrywa nawet kosztów materiałów… wtedy już wiem, że dalsza dyskusja nie ma sensu.

    1. Dokładnie o to chodzi – klienci napatrzą się na ceny allegrowe i im wydają się one normalne, chociaż my wszyscy wiemy, że tak nie jest. Potem trzeba zadać sobie zbędny trud na tłumaczenie co ile kosztuje. Ogromna większość ludzi to rozumie i decyduje się albo nie biorąc pod uwagę swoją zamożność, jednak czasem trafią się czarne owce i tekst, ktory mrozi mi krew w żyłach – „na Allegro taniej kupię”, który generalnie powinien przecież sprawić, że się rozpłaczę, uczałuję delikwentkę (bo to zazwyczaj kobiety są takie sprytne) i powiem, że przepraszam i na dobry początek wspołpracy to ja za darmo zrobię.

      Nie i koniec, cenie siebie, cenię swoją pracę, nawet w tak zwanym czasie wolnym, więc jeśli decyduję się coś dla kogoś zrobić, to albo po rozsądnej cenie, albo za darmo dla przyjaciół czy w dowód wdzięczności.

      Chciałabym za jakiś czas dzięki wspólnej akcji całego środowiska rękodzielniczego wytrącić klientom z ręki allegrowy argument, dzięki temu, że osoby, które sprzedają pasjonacko, ale rzeczy dobrej jakości podniosą swoje ceny do odpowiedniego poziomu, skoro nie muszą sprzedać to mogą mieć drogo (czyli tak jak należy w wypadku przedmiotów ręcznie robionych).
      Raz udało mi się już zaangażować wiele osób w mój projekt (pracę magisterską), może i tym razem się uda…

      A co do wyceny przed pracą to jest to oczywiste, klient nie moze być zaskoczony ceną, jeśli racjonalne tłumaczenia nie docierają to trzeba mu po prostu powiedzieć, że go nie stać, zamiast się użerać. Bo zazwyczaj w parze z takimi wymaganiami finansowymi idzie litania życzeń i późniejszych poprawek, a na koniec kwas i niezadowolenie obu stron.

  6. Świetny wpis! Taka jest prawda, że nierzadko trafiam na Allegro aukcje z biżuterią brzydką, zrobioną źle, niedokładnie, w fatalnym stanie, ale tanią (13zł za 30 par kolczyków…). I ludzie to kupują. Serce mnie w takich chwilach boli!
    Ale sytuację ratują osoby takie, jak moja znajoma, która zamówiła u mnie bransoletkę. Jak usłyszała, ile za nią chcę, to stwierdziła, że żartuję i… wpłaciła mi na konto więcej 😉

    1. Zawsze będą takie taniochy, ale klient powinien mieć świadomość i wybór. Wiedzieć, że jak coś kosztuje 3 złote, to jest to barachło nielepsze od chińskiego, a arttyzm i ręczna robota ma swoją cenę.

      Ostatnio postawiłam się właśnie w pozycji takiego klienta i zerknęłam na allegro, a tam ceny z kosmosu, chusty właściwie za cenę użytego w nich materiału, czapki czy szaliki nawet poniżej, o swetrach i serwetach nawet nie wspominam… I myślę sobie, że w momencie, kiedy on naprawdę nie wie ile to powinno kosztować, bo zna tylko allegrowe ceny, to jak zgłosi się do rękodzielnika to mu się wydaje astronomicznie drogo, a to tak na prawdę właściwe ceny a nie zdzierstwo. I taki klient musi to wiedzieć!

  7. Ja jeszcze wracam do tego banerka. To, co wstawiłaś, jest nr Twoim, i telefonu. Wg regulaminu konkursowego musisz az do końca konkursu mieć wstawiony u siebie na blogu banerek konkursowy. Taki zielono-czarny. Wejdź do np Dorothei na blog i zobacz, jak on wygląda. Bo szkoda, żeby Cię przez to zdyskwalifikowali.

    1. Nie, muszę mieć aktywny link do konkursu. I mam go na górze bocznej szpalty. A banerka nie mam, nie dostałam, więc nie wstawiam, zresztą musiałabym się nakombinować gdzie go wcisnąć…

  8. Racja.
    Sama wiem ile to kosztuje…
    można kupić szal w sklepie za 60 zł np.- ale robiony ręcznie to taką cenę ma się np. tylko na materiały. A do tego praca, nieustanna, dokładna, drobiazgowa.
    Co ważne też- projekt, bo w sumie ja np. nie robię 2 takich samych rzeczy- więc to jest unikatowe i jedyne w swoim rodzaju. Szkoda, że nie doceniane.
    Do tego liczyć jak wspominasz całe lata nauki i doświadczenia, a to czas i niekiedy pieniądze.
    Pomijając, że wiele rzeczy jest na zamówienie, a to powinno się cenić więcej.

    Co tu mówić- szkoda, ale taki nasz kraj, pozostaje liczyć, że zmieni się na lepsze czego i sobie i wam życzę. ^^

  9. „Proponuję zatem wszystkim osobom, które sprzedają na Allegro swoje wyroby za śmieszne ceny, żeby zaczęły je rozdawać za darmo.”

    lepiej bym tego nie ujęła, brawo! Naprawdę na allegro niektórzy chętnie by kupili po kosztach materiału, albo jeszcze taniej. Kiedyś byłam zmuszona do sprzedaży całkiem niezłego szala za…40zł. Tyle dokładnie wydałam na włóczkę. Po prostu sytuacja mnie zmusiła.Normalnie powinien kosztować z 200zł. Od tego momentu więcej nic nie sprzedaję na allegro z zakresu rękodzieła:/

  10. Obawiam się ,że tej prawdy nie da sie juz zmienić 🙁 i najczęściej naszą pracę doceniają osoby które same tworzą .Pozwoliłam sobie udostępnić na FB pozdrawiam serdecznie!

    1. Zajmuję się produkcją m.in. kartek. Ich robienie i sprzedaż nie raz mija się z celem… zabawa zabawą jednak chciałabym żeby był to mój sposób na życie… taka akcja „Rękodzieło jest w cenie” jest bardzo potrzebna. udostępniam na fejsie i linkuję z bloga,
      pozdrawiam ciepło

  11. Wg mnie jest tak jak napisałaś, nie każdego stać na przedmioty ręcznie robione. Dziewiarka często wykorzystuje swoją kreatywność, umiejętności,czas etc., ale także wkłada w pracę serce i to powinno kosztować. Wg mnie na tym polega prawdziwe rękodzieło.
    Oczywiście jest wiele rzeczy cudownych sprowadzonych z Chin, które są wykonywane często w nieludzkich warunkach, niemal za darmo przez osoby, które robią je, tylko dlatego by żyć. Osobiście nie mam nic przeciwko tym produktom jeśli mi się podobają lub gdy nie stać mnie na dziewiarskie wyroby indywidualnie zamówione. Gdyby nie było chętnych na nie, by ich nie sprowadzano.
    Jednak poruszasz bardzo ważną kwestię, która dotyczy każdego rynku, w tym rynku rękodzieła dziewiarskiego. Niedopuszczalne jest jego psucie poprzez obniżoną wycenę swoich prac dla szybkiej sprzedaży. Oczywiście pod warunkiem, że nie robi się tego z powodu braku pieniędzy na codzienne wydatki, np. samotnej matki wychowującej dzieci. Pozdrawiam:)

    1. Piszesz dokładnie o tym co miałam na myśli przygotowując tego posta.

      Walka cenowa to najgorsza walk z możliwych, bo psuje rynek, a szkodnikom wcale nie gwarantuje zbytu, bo zawsze znajdzie się ktoś kto zaoferuje taniej. Prawa gospodarki rynkowej obowiązują nawet kiedy się ich nie zna. Z cenami Chińczyków nie da się wygrać z wielu bardzo skomplikowanych powodów.

      Ale jeśli życie nie zmusza Cię absolutnie do obniżenia cen, to nie rób tego. Jeśli rękodzieło to twoja pasja to wyceń swoją pracę należycie. Rozumiem, że czasem życie upomina się o swoje, ale to musi być wyjątek a nie reguła!

  12. Zgadzam się z tym w 100 procentach!!!
    Niestety niektóre osoby nie zdają sobie sprawy ile wkładamy pracy w to co robimy. Zanim usłyszą cenę to już mówią dlaczego tak drogo.
    Sama miałam przykład… kartka w której za sam materiał wyszło 6 zł, mi proponowano cenę 3 zł…

  13. Pięknie to rozliczyłaś. Powyżej padło zdanie na temat działalnosci gospodarczej i wrzucania w koszty-nie dotyczy to np.ryczałtu i jeszcze któregoś sposobu rozliczania,więc niczego sobie w takim wypadku w koszty wrzucić nie można,ale to akurat szczegół. Jak napisałam-pięknie to rozliczyłaś,ale uprzedzam to walka z wiatrakami. U nas ciągle pokutuje przekonanie,że jak dziergasz,pleciesz,przędziesz itp. to znaczy,że masz czas ,albo się nudzisz. Rzadko trafia się ktoś ,kto docenia.
    Ja niestety chciałam uczciwie,oficjalnie i… musiałam zamknąć działalność,bo zeżarł mnie sam ZUS. Odczułam na własnej skórze to co napisałaś. Może Twoje starania dadzą efekt. Udostępniam na FB i blogu 😉

    1. Nie rozliczałam tych kwot na podstawie działalności gospodarczej, bo tam może to być bardzo różnie, zresztą zawsze znajdzie się ktoś kto powie dlaczego ta stawka godzinowa tak duża, czemu chcesz zarabiać 2 razy tyle co ja robiąc na drutach i żadne tłumaczenia nie pomogą.

      A minimalna płaca brutto jest obrazowa dla każdego i naprawdę nie trzeba zadawać sobie trudu, by wytłumaczyć, ze te tysiąc z kawałkiem, które dostałabyś do ręki nijak nie pozwala godnie i spokojnie żyć. I to jest dodatkowy absurd, że mimo takiego wyliczenia cena gotowego przedmiotu jest ogromna! A gdyby wziąć pod uwagę jakąś rozsądna stawkę godzinową, np. pracownika biurowego, urzędnika, budżetówki, to szal kosztowałby około 500 złotych. I to dopiero byłaby dobra stawka. Ale to już w ogóle większości ludzi nie mieściłoby się w głowie… Prawda?

  14. Nic dodać, nic ująć. 🙂
    Niestety pokutuje u nas przekonanie, że ręczne robótki to łatanie domowego budżetu przez emerytki, które za kilka złotych coś zrobią i że takie robótki są dla tych, których nie stać na ,,prawdziwe''.
    A jeśli kogoś nie stać na ręczną robotę? Trudno. Jakoś nie wymagają od właścicieli galerii sztuki, by wystawiali towary w cenach dla biednych. A obraz to przecież tylko trochę farby.

    1. szczerze powiedziawszy jestem w stanie zrozumieć takie babinki, tak na prawdę nie stanowią one zagrożenia dla zwykłych rękodzielników – dziergają z brzydkich włóczek, zazwyczaj rzeczy bez polotu, dla zupełnie niewymagającego klienta. To nie one psują rynek. I jestem w stanie zgodzić się na ich istnienie bez problemu, tym bardziej, że nie sprzedają w internecie i zazwyczaj zaopatrują inne, podobne sobie osoby, niezbyt zamożne…

    2. Co za błedne myślenie nie wszystkie emerytki robią buble Jeśli Pani ma emeryture na która pracowała ponad 30 lat i po opłaceniu świadczeń a czsami leków niestarcza na jedzenie Co w takim Przypadku Pani by zrobila?Udziergała by Pani serwete wartą około 100zl i czekala by Pani miesiąc aż sprzeda czy sprzedała o połowę mniej ale w ciągu kilku dni?

  15. Wielkie dzięki za ten post. Jeszcze nigdy nie sprzedawałam swoich robótek, ale już prawie cała rodzina i znajomi obdarowani:))) I tak ze dwa dni temu pomyślałam, że może mogłabym sprzedawać swoje chusty. Bo te druty tak mi weszły w krew, że nie potrafię wieczorem spokojnie usiedzieć i muszę robić… Tak sobie myślałam, że jeśli zapłaciłam za włóczkę 20 złotych to jak wystawię cenę 40 to nie będzie za dużo. Niby nie jestem głupia a jakoś nie pomyślałam o tylu rzeczach, a co najważniejsze o tym, że narobię bigosu tym, którzy z tego żyją. Dzięki za otwarcie oczu, teraz gdy znowu najdzie mnie myśl o sprzedaniu swoich robótek to pomyślę o wszystkim. Udostępniłam na fb i pozdrawiam:)

    1. Dziękuję ci za ten głos. Właśnie dla takich osób jak ty powstał ten post.
      Bo mam potrzebę edukować, pokazywać, wyjaśniać. I naiwnie wierzę, że to coś zmieni.
      A twój komentarz jest dowodem na to, że moze mam racę 🙂

    2. Yadis, nawet jak nie zmieni ogólnej sytuacji, to kilka osób (jak widać powyżej :), przystanie, zastanowi się, a może nawet dzięki temu będzie więcej zarabiać za swoją pracę 🙂

  16. może być jeszcze gorzej jak jest się prządką, która kupuje np. brudne runo, pierze, czesze, przędzie (bardziej lub mniej artystycznie zależy od projektu) znowu pierze,farbuje i dopiero teraz dzierga np. rękawiczki w norweskie wzory – a na koniec słyszy ależ to drogie !!!
    Proponuję obnosić nasze wytwory jak dzieła sztuki na każdym kroku podkreślając ich unikatowość, właśnie przez ręczne wykonanie i niepowtarzalność 🙂
    Może kiedyś to zaowocuje uszanowaniem tej formy wyrazu artystycznego – pozdrawiam

    1. Poruszyłaś bardzo ważny temat i ja się podpisuję obiema rękami. Robię sporo rzeczy dla innych i wypracowałam sobie swoją metodę. Na początku uprzedzam, że mój czas jest bardzo drogi i mam go niewiele, więc nie będzie zaraz. Poza tym robię z dobrych i sprawdzonych materiałów, które też nie są tanie, na barachło szkoda mi czasu ( to a 'propos- ja mam w domu włóczkę to pani przyniosę- i przynosi np. Kotka). I dowalam od razu odpowiednią cenę albo widełki cenowe. A jak nie chcę np. czegoś sprzedać danej osobie to nawet cenę kosmiczną- raz udało mi się tak sprzedać szal:-))) za baaardzo dobrą cenę. I jak na razie mam swoje wąskie grono klientek ale się z nimi nie użeram.

    2. Edi-bk
      Jesteś zatem dowodem na to, że można sobie wychować klientów i jeśli w międzyczasie 10 odpadnie, to nawet lepiej bo tych 2 czy 3 będzie doskonale obsłużonych za dobrą cenę i wystarczy ci dla nich czasu

      e-welenka
      Wiem jak to jest z tym przędzeniem przynajmniej do pewnego stopnia, bo próbowałam, ilość czasu na to potrzebna jest mordercza. I to naprawdę są dzieła sztuki. W ogóle większość robionych ręcznie przez pasjonatów przedmiotów to dzieła sztuki. Mam kilka takich rzeczy w zasobach, czasem dostanych, czasem kupionych, czasem zrobionych samodzielnie i dumnie je prezentuję zarażając co jakiś czas kogoś miłością do unikatów. I jestem z tego dumna!

    3. Oj tak, zgadzam się z E-wełenką, moją koleżanką po kołowrotku 🙂 Ostatnio podjęłam się wykonania dla mojego chłopa ręcznie tkanej rzeczy z ręcznie przędzionych przeze mnie nici. Gdyby była to tkanina na sprzedaż, to praca i czas poświęcone na jej wykonanie wygenerowałyby cenę nie do przyjęcia przez polskich konsumentów. Na szczęście alternatywą dla przędzy potrzebnej do tkania ręcznego są włóczki fabryczne.
      Udostępniam link do Twojego wpisu na moim blogu.

      Pozdrawiam serdecznie
      Alicja

  17. Prawie dwa lata temu pisałam podobny post na swoim pierwszym blogu. Dziś, jest jeszcze gorzej, więc świetnie, że przypominasz temat. Konkurencja rośnie, ale niestety nie rozwija rynku ( w normalnych warunkach temu właśnie służy ) tylko go drenuje.
    Pomysły, że można sprzedawać tanio,bo się dorabia do pensji są tak głupie, że aż trudno mi je pojąć.
    Brawo!

    1. No niestety, pod tym względem rynku rękodzieła w Polsce wbrew pozorom nie jest wesoło, problemów jest sporo i gdy zaczęłam na dobre się w to wgłębiać przy okazji pracy magisterskiej naprawdę zaczęłam się zastanawiać jak to jest możliwe że ktokolwiek jest w Polsce w stanie utrzymać firmę z takiej działalności co chwilę trafiając na kłody pod nogami. I to z rożnych stron.

      I z jednej strony jest tak, że wiele osob dorabia poprzez rękodzieło i marzy o takiej ścieżce kariery zawodowej, a z drugiej strony te same osoby psują rynek na którym potem przychodzi im konkurować i gdzie po prostu nie mają szans robiąc to samo co wcześniej tylko oficjalnie. I koło się zamyka…

  18. Jejku nie wiedziałam, że rękodzieło jest takie drogie. Robie na drutach, szydełku raczej dla siebie i nie mniałam pojęcia , że tyle wydaję dla swojej przyjemności. Pozdrawiam:)

  19. cieszę się, że ktoś porusza ten temat 🙂
    Uważam, ze to bardzo ważne żeby głośno mówić o takich sprawach 🙂
    W końcu jeśli my się nie będziemy cenić to nikt inny też nie będzie uważał tego za konieczne 🙂

  20. Koleżanka mi kiedyś opowiadała swoją rozmowę z jakimś fachowcem. Pracował może z 5 minut i powiedział ponad 100 zł. Ona zapytała za co tyle kasy. No to jej odpowiedział, że za to, że on umie to zrobić a ona nie.
    Czy to nie jest logiczne i jakże prawdziwe wytłumaczenie?

    A co do wrzucania w koszty i odliczenia od podatku, to nie ma to znaczenia w ustalaniu ceny sprzedaży. Cena sprzedaży powinna pokryć wszystkie poniesione koszty bezpośrednie (przecież musimy za te zakupy najpierw zapłacić) i pośrednie oraz marżę, czyli nasz zarobek na sprzedaży.

  21. Wiem coś na ten temat. Sama jestem na karcie podatkowej i płacę mniejszy ZUS, ale jak się skończy dwuletni okres karencji, to nie wiem czy będzie mnie stać na zapłacenie pełnego. Na dwadzieścia zapytań o cenę – jedna osoba decyduje się coś zamówić. Moje rzeczy nie są tanie, ale według Twoich obliczeń powinnam brać trzy razy tyle za swoją pracę.
    pozdrawiam i zamieszczam link na blogu

  22. Bazylia … Yadis próbuje pokazać, że nie stać cie dlatego, że sprzedajesz poniżej swoich kosztów ( materiały+ utrzymanie firmy+ zarobek)
    i że będzie to tylko możliwe jeśli wszystkie osoby robiące to co ty będą miały zbliżone urealnione ceny.

  23. Bardzo potrzebny temat, to są sprawy bardzo ważne. Nie lubię ustalać cen, sprawia mi to wielki kłopot. Co za tym idzie, w ogóle nie lubię sprzedawać. Często robię prezenty, ale część rzeczy gromadzi mi się w domu. I co? Chyba jednak trzeba sobie dać spokój z rękodziełem i zacząć oglądać seriale…

    1. Szczerze powiedziawszy kocham to co robię w wolnym czasie, ale wcale nie przeszkadza mi to patrzeć na to realnie. Zarabiam na życie w inny sposob, ale znam swoją wartość i wartość mojej pracy, także tej wykonywanej za darmo i dla siebie.

      Większości seriali nienawidzę, zresztą nie mam telewizora…

      A jeśli rzeczy gromadzą mi się w domu raczej nie mam problemy, by się ich pozbyć – zawsze mogę zrobić komuś prezent, rozdać na blogu w candy dodatkowo zapewniając sobie reklamę i więcej odwiedzających albo przeznaczyć te same przedmioty na dobroczynne aukcje. Proste prawda?

  24. Jakie to jest uczciwe! Dokładne i solidne!
    dzisiaj przędłam wełenkę (dla siebie) i rozmyślałam nad ceną ewentualną, Twój post prostuje moje ścieżki. Mnie na takie wełny stać, reszta do sklepów!
    Nijak mojej wełny porównać z firmową. Moja jest jedyna!

  25. Dobrze, że ktoś porusza taki temat, dobrze, ze tyle osób jest zaangażowanych w dyskusję. Ja tylko dodam, że na Allegro pojawiają się też rzeczy kupione w tzw. „ciucholandach” na wagę. Serwetki,obrusy, haftowane obrazki, szaliczki i czapki.Wyprane, wykrochmalone udają nowe rzeczy, myślę, że w wielu przypadkach to jest przyczyna ceny poniżej kosztów materiału.

  26. Bardzo rozsądnie to wszystko przeanalizowałaś. Jakby tak jeszcze dodać, że chciałoby się za swoją pracę (nie tylko fizyczną przy machaniu drutami, ale także koncepcyjną) osiągać dochody trochę powyżej minimalnej płacy, to cena podana przez Ciebie jest wciąż zbyt niska. Stosowanie cen dumpingowych jest opłacalne tylko przez chwilę, ale skutki takich działań niestety dają w kość innym na długo.

    1. O płacy minimalnej pisałam już wyżej, że to kolejny paradoks, możesz zerknąć. Chodzi o to, by zamknąć usta wszystkim malkontentom, dziamgającym skąd takie wyliczenie i skąd ta cena… Powinno być dwa razy tyle, bo wymaga to specyficznej wiedzy, doświadczenia, precyzji i doskonałego wykonania…

  27. Niestety to prawda, co piszesz w tym poście. Ludzie często zaniżają ceny rzeczom przez siebie wykonanych, żeby za wszelką cenę sprzedać. Nie rozumiem jednak dlaczego sprzedają je za taki bezcen, ja bym wolała te rzeczy wtedy chyba porozdawać znajomym, jeśli nie zależałoby mi na jakimś zarobku. Uważam, że trzeba się chociaż troszkę cenić 🙂

  28. Wspaniały wpis!
    Właśnie dlatego rzadko dziergam na zamówienie z tym, że dla mnie najtrudniej jest wycenić czas, który mogłabym poświęcić dla rodziny czy siebie.
    A jak ktoś to uważa za „drożyznę”, to mu zawsze polecam zakupy w „sieciówce”.

    BTW, od kilku dni dumam na ile wycenić rękawiczki :-/

    1. Bez wątpienia tak jest, że chętnych na rękodzieło jest sporo, zaś chętnych do realnego płacenia za rękodzieło – już zdecydowanie mniej.

      Dagny kiedyś o tym pisała coś w stylu „15 zł za czapkę? Chyba to stawka startowa za wzięcie szydełka do ręki” i miała rację.

      Poza tym często same rękodzielnicze umiejętności są banalne jak wstawianie naczyń do zmywarki. Przecież: „Moja babcia też tak szyła na drutach…” (ręka do góry, ile z Was to słyszało? 😉 No to jak babcia „szyła” a Ty nie masz co w domu robić tylko dziubiesz nie wiadomo po co to weź i oddaj za 5 zł. Podaj realny koszt – raczej się obrażą. Dlatego baaardzo rzadko sprzedaję. Wolę dać w prezencie komuś kto doceni i będzie korzystał z przyjemnością.

    2. Nigdy nie zapomnę określenia Dagi, że ona nie ma małych chińskich rączek i za miseczkę ryżu na dzień pracować nie będzie. To zdanie zawsze słyszę w głowie, gdy wyceniam przedmioty w sklepiku na Etsy.

      Oczywiście nie zawsze robię takie wyliczenia, często trudno mi jest określić czas, który poświeciłam na dany przedmiot (tutaj to wyjątek, bo liczyłam z ciekawości podczas pracy, podobnie mogę określić mnie więcej pracochłonność niedawnej bananowej chusty, bo dziergałam ją głownie w autobusach i czasie weekendu w domu rodzinnym – łącznie około 30 godzin), ale wtedy wrzucam odpowiednie hasło w wyszukiwarkę na Etsy, które pokaże mi przedmioty możliwie najbardziej zbliżone do mojego, segreguję względem ceny i patrzę na kwoty w środku stawki. Przeliczam na złotówki i jeśli mniej więcej się zgadza z moją wstępną wyceną, to tak daję, jeśli nie to nieco podnoszę.

    3. Brawo, wiele w tym prawdy i najważniejsze…produkty ręcznie robione są najczęściej unikatowe. Pracuję nad papierami, które czasami są wykorzystywane tylko raz w danej pracy…często mi się wydaje, że coś jest nie do wycenienia :(((.Dziękuję ,że to napisałaś. Ja widziałam fajny banerek na artystyczne blogi, z tekstem „Jestem artystą , to nie znaczy,że pracuję za darmo. Tez mam rachunki do opłacenia. dziękuję za zrozumienie”. Ja dziękuję za tego posta, już go udostępniam na fb …pozdrowienia ( piękny ten szal tak na marginesie 🙂

  29. Świetny post, bardzo bardzo potrzebny, ja też mam problem z określeniem ceny, nigdy nie wiem na ile powinnam wycenić to co robię, ale zapewne powinnam brać 2 razy więcej 🙂
    Pozdrawiam 🙂

  30. A propos Etsy, oni sami radzą swoim użytkownikom cenić swoją pracę (raczej nie tylko dlatego, że żyją z prowizji). Tu link do artykułu: http://www.etsy.com/blog/en/2010/etsy-success-reevaluating-your-prices/

    Ja to jeszcze przez prawie trzy lata słyszałam, że wyceniam za drogo, od mojej własnej mamusi, której koleżanki najpierw chciały „pooglądać sobie to rękodzieło” a potem narzekały, że wisiorki drogie (bo po 50zł). Przestała narzekać jak zaczęłam z tego żyć i że jej koleżanki po prostu nie są moim targetem, i nie będę robić badziewia specjalnie dla nich, bo szkoda mojego czasu, skoro w tym czasie mogę zrobić coś, co sprzedam za trzy razy tyle. Kwestia opłacalności.

    1. Oni to są nawet gorsi niż ja 🙂 Ich cena byłoby w wypadku tego szala czterokrotnie wyższa i przekroczyłaby 1000 złotych. Kiedyś będę musiała spróbować, tak z ciekawości, wycenić tak któryś z moich luksusowych przedmiotów, jak go wreszcie wykonam. Może jakiś szal lub chustę…

    2. Ja kiedyś tak wyceniłam wisiorek, bo zrobiłam fajny i chciałam go sobie ponosić zanim sprzedam, więc dałam zaporową cenę z myślą, że obniżę, jak mi się znudzi. Sprzedał się w ciągu tygodnia (nie ponosiłam sobie 🙁 ). A weź i wyceń, zrób ze dwie takie high endowe rzeczy (z jakiejś droższej ale na przykład nieprawdopodobnie miękkiej włóczki), co Ci szkodzi. Trzeba trochę zainwestować, to prawda. No ale wiesz, kto ma wysokie ceny ten ma zamożną klientelę 😉

    3. A mam taki projekt w zanadrzu – robię go dla babci, bo wydaje mi się, że nikogo nie byłoby stać, by kupić taką ilość mojego czasu… Cudowna włóczka z luksusowych włókien, cieniusieńka jak pajęczyna a do tego dłubana na wykałaczkach (druty 2mm chyba albo jakoś tak). Praca z nią to czysta przyjemność – Haruni dla babuni, jak już skończę ten projekt będzie zapierać dech w piersiach, ale kosztować powinna co najmniej 500 – 700 złotych i to przy wycenie z dosyć niskiej stawki godzinowej… Ale przyjemność obcowania z tą dzianiną, jej miękkość i delikatność, luksus dotyku na skórze takich włóczkiem, idealne ułożenie dzianiny na sylwetce, to niezrównana frajda…
      I taka dzianina na pewno pojawi się za jakiś czas w moim Etsowym sklepiku, jeśli o mnie chodzi to może tam wisieć niesprzedana najbliższe 5 lat, ale ostatecznie trafi do kogoś kto ją doceni!

  31. Opublikowałam Twój link na fb; lubię dawać przyjaciołom swoje prace, ale mało kto ma pojęcie, z jakim realnym kosztem i nakładem się wiąże ich wykonanie. Widzą szal jak mgiełka, pytaj, ile za taki – odpowiadam, zgodnie z prawdą, że sam surowiec (włóczka) to kilkadziesiąt złotych. I następuje szok. Bo dla nich stary anilux ze strychu babci, to świetny surowiec i darmo. A że efektu nie ma, no widać rękodzielnik słaby 😉
    Dziękuję za ten post, Yadis

  32. zgadzam sie z twoim postem, dodalabym tak jak lianna kilka kosztow zwiazanych z prowadzeniem DG, ale sedno sprawy pozostaje niezmienne, samo podejscie do rekodziela, poczucie wartosci wlasnej pracy, to ze sprawia satysfakcje nie znaczy ze ni nalezy sie za nia godziwa zaplata, pozatym cena obliguje rowniez do jakosci co pozytywnie buduje rynek. jestem za codziennym uswiadamianiem tworcom i klientom wartosci rekodziela. pozdrawiam wszystkich rekodzielnkow serdecznie.

  33. Dziękuję Ci bardzo za tego posta. Robię na drutach odkąd pamiętam, nigdy nie sprzedawałam niczego, co zrobiłam, ale wiem dokładnie, ile czasu mi to zajmuje i jakiego nakładu pracy wymaga. I dlatego, kiedy widzę czapki ręcznie zrobione za 35 złotych, to mi ręce opadają. I zastanawiam się, dlaczego te dziewczyny tak nisko wyceniają swoje umiejętności?

  34. Och, prawda, prawda… a wyliczenie i tak niepełne, bo bez jakiegokolwiek naciągania można dołożyć jeszcze kilka elementów.
    Problem wyceny rękodzieła co jakiś czas wraca i jeszcze długo będzie wracał, między innymi dlatego, że chora jest nasza praco-płacowa ekonomia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *