Jak wycenić rękodzieło?

 

Sprawa wydaje się prosta na pierwszy rzut oka:

Materiał + Praca + Koszty dodatkowe = Cena

Bezwzględne prawa marketingu i gospodarski rynkowej obowiązują także tych, którzy wcale się nimi nie przejmują, więc może warto się chwilę zastanowić.

Piszę tego posta bo zawsze miałam problem jak wycenić moją pracę, ile warte jest to co robię… Podejrzewam, że każdy rękodzielnik miał kiedyś taki dylemat. Chodzi o zachowanie tej chwiejnej równowagi pomiędzy opłacalnością dla twórcy a możliwościami sprzedaży… Nie mogę jednak patrzeć jak niektórzy twórcy pozwalają, by pogoń za coraz niższą ceną niszczyła oryginalność, jakość i staranność wykonania! Stąd już tylko krok do masówki i chińszczyzny…

Nie wierzycie? Oto prosty przykład – dużo ostatnio robię na drutach, więc posłużę się przykładem z tej dziedziny. Będzie to projekt prezentowy – ażurowy szal dla mojej przyjaciółki Tygrysicy

Projekt: starannie go wybierałam, zajęło mi to około godziny, by efekt był zachwycający i jednocześnie bym była w stanie go wykonać z moimi umiejętnościami
Przygotowanie: w tym wypadku było tego niewiele, bo nie  robiłam próbki, pozostaje zatem tylko wybór włóczki
Wykonanie: w wolnym czasie zajmuję się tylko tym projektem – zakładając, że nigdzie się nie pomylę i nie będę musiała pruć czas „produkcji” to około 20 godzin
Wykończenie: około 2 godzin, bo trzeba powszywać luźne końcówki, wyprać chustę i zblokować, by w pełni zaprezentować jej urodę i by trwała ona w czasie jak najdłużej
Sprzedaż: (podpunkt w tym konkretnym wypadku nieobecny, ale niezwykle ważny w innych) Zrobienie dobrej jakości zdjęć i ich obróbka, przygotowanie opisu, publikacja w internecie, potem jeszcze pakowanie i kolejka na poczcie – to wszystko trwa, co najmniej 2 godziny dla każdego przedmiotu
PRACA RAZEM: 25 godzin

Koszty materiałów są najłatwiejsze do policzenia, od razu wiadomo ile kosztowała dana włóczka (w moim wypadku to jeden kłębek – koszt około 25 złotych)
MATERIAŁY RAZEM: 25 złotych

A to przecież jeszcze nie wszystko, bo dochodzą jeszcze nieuniknione koszty:
nauki (książki, czas poświęcany na naukę, kursy, płatne tutoriale) 
amortyzacji narzędzi (dobrej jakości druty to w moim wypadku 200 złotych za zestaw, do tego aparat fotograficzny, komputer, czasem jeszcze jakieś inne akcesoria…)
prowizji dla pośredników (pobierają ją wszystkie podmioty w całym łańcuchu pokarmowym – galerie internetowe, pośrednicy finansowi, emitenci reklam i inni)

INNE KOSZTY RAZEM: szacuję je na około 10 złotych, żeby łatwiej się liczyło

Zatem szal wart jest 25 złotych oraz 25 godzin pracy. Liczmy więc dalej – minimalna płaca brutto w gospodarce w roku 2012 to 1500 złotych, w przeliczeniu na stawkę godzinową to 9,375 zł/h

KOSZT CAŁKOWITY SZALA TO PONAD 260 ZŁOTYCH!

Powiem więc bolesną prawdę – nie każdego stać na przedmioty ręcznie robione! Zamiast zatem próbować na siłę obniżyć cenę wybierając gorsze materiały, wzory i wykonanie podkreślajmy to co jest najważniejsze w ręcznie robionych przedmiotach. Dumpingowe ceny psują rynek nie tylko szkodnikom, ale wszystkim, spada jakość i klientom wydaje się, że cudza praca może być za free…

Proponuję zatem wszystkim osobom, które sprzedają na Allegro swoje wyroby za śmieszne ceny, żeby zaczęły je rozdawać za darmo. Skoro to dla nich hobby i nie utrzymują się z tego, nie interesują ich dodatkowe dochody lub praca zawodowa związana z rzemiosłem to będzie najbardziej sprawiedliwe dla wszystkich wyjście. Klienci się ucieszą, bo nie będą musieli płacić, twórcy odzyskają w domu nieco przestrzeni, którą będą mogły zająć za jakiś czas nowe dzieła, a ceny może wreszcie uzyskają właściwy, realistyczny poziom.

Jeśli zgadzasz się z moimi wnioskami, proszę udostępnij ten materiał znajomym na Facebooku czy Twitterze, wyślij im link lub umieść podobne wyliczenie dla własnej pracy i daj mi o tym znać mailowo lub w komentarzu, wtedy dołączę Twój link do tego posta.

WYLICZENIA INNYCH RĘKODZIELNIKÓW:

 

Proszę podziel się tym postem – udostępnij go na Facebooku lub wyślij osobom, które Twoim zdaniem powinny go przeczytać. Chciałabym, by każda osoba, która wycenia pracę swoich rąk robiła to świadomie i nie szkodziła innym swoją niewiedzą…



Może spodoba ci się jeszcze...

448 komentarzy

  1. dziękuję za artykuł – bardzo pomocny nie tylko dla mnie, ale i dla znajomych w rozmowach z którymi ten temat bardzo często się przewija.
    już udostępniam i na FB, i na blogu … a dla pewności niektórym prześlę jeszcze mail’em.
    dziękuję także za bardzo zaangażowane i wartościowe komentarze, które dodatkowo wzbogacają i rozszerzają temat.

    1. Cieszę się, że artykuł i dyskusja są pomocne. I cieszę się, że coraz więcej osób dostrzega i rozumie problem wyceny rękodzieła 🙂
      Edukuj swoich znajomych, pokazuj i rozsyłaj! Im więcej osób ma świadomość tego jak to powinno wyglądać, tym lepiej dla wszystkich rękodzielników.

    1. Dzięki za informację. Linki musiałam skasować, bo nie udało mi się ponownie odszukać linkowanych treści. Autorzy musieli je usunąć. Szkoda, ale niestety nie mam na to wpływu. Tak czy inaczej cieszę się, że podobał ci się artykuł i mam nadzieję, że wrócisz jeszcze na mojego bloga.

  2. Witam,
    sama zawsze mam problem z wycenieniem swoich prac. Staram się iść przy tym na kompromis, czyli ocenić faktyczne koszty związane z moją pracą oraz wziąć pod uwagę ceny rynkowe podobnych wyrobów (łatwiej jest, kiedy podobnych rzeczy nie ma :).
    Dziękuję za podpowiedzi i linki do innych blogów, gdzie ten temat również się pojawił. Na pewno skorzystam.
    Pozdrawiam

  3. taaak od razu 50 godzin… bez przesady! szalik ładny, rzekłabym nawet bardzo. Cena troche przeraża, ale to być moze tylko moje zdanie. Ale z tymi godzinami łącznie z wliczaniem stania w kolejce to juz LEKKA przesada. pozdr

    1. Jak zwykle najwięcej do powiedzenia mają Ci, którzy sami w tym nie siedzą, bo gdyby tak było, nie rzucałaby Pani na prawo i lewo takich osądów. Gdyby samej przyszło zrobić taki szalik, ciekawa jestem czy nie wzięłaby Pani pod uwagę czasu jaki trzeba spędzić nawet czekając w kolejce. To też część pracy. ..
      Ale kiedyś ktoś ładnie powiedział że „Nie każdego stać na rękodzieło”. Pozdrawiam 🙂

  4. Na podstawie powyższego artykułu też zamieściłam tekst z wyceną własnej przykładowej pracy na blogu. Tekst jest jak najbardziej nadal aktualny, choć sprzed dwóch lat. Bardzo dziękuję za inspirację, bez powyższego tekstu nie odważyłabym się tak otwarcie napisać o wycenie własnego rękodzieła. Pozdrawiam Agata Dobak.

    1. Twój link został dodany do zestawienia. Dzięki, że odważyłaś się wypowiedzieć. Wydaje mi się, że wśród twórców biżuterii pod niektórymi względami jest gorzej niż wśród dziewiarek, bo konkurencja i rozpiętość umiejętności czy użytych materiałów większa.

      1. Zdecydowanie tak: rozpiętość technik biżuteryjnych ogromna, konkurencja też, szczególnie ta chińska 😉 Ostatnio zauważyłam wzmożony ruch z Chin na moim blogu, pewnie niedługo trafię na kopię swojego wzoru w supermarkecie, to zdaje się dziś nieuniknione 😉 Fakt: uczę się różnych technik, bo mnie to fascynuje, nie potrafię na stałe przylgnąć do jednej. Sama też dziergam na szydełku serwetki od zawsze, choć w niewielkich ilościach i jakoś tego nie upubliczniam, no bo właśnie, bo to takie „babcine”. Serdecznie pozdrawiam i życzę sukcesów. Agata / http://blueagata25.blogspot.com/

  5. Podzielam niezadowolenie pan zajmujacych sie rekodzielem,wynikajace z
    niewlasciwej i krzywdzacej wyceny ich prac, przez klientow.A moze nalezy zapytac
    o to specjalistow, zajmujacych sie wycena pracy ludzkich rak.Mam pewne doswiadczenia zawodowe z tym zwiazane i wiem,ze poprawna wycena rekodziela
    jest mozliwa.I nie rozumiem dlaczego do obliczen stosowana jest najnizsza placa krajowa,wlasciwa dla osob poczatkujacych w kazdej pracy?Jak w kazdej praci i tu,stawka uzalezniona jest od kwalifikacji i doswiadczenia oraz kunsztu iestetyki wykonanej pracy,bo „..spiewac kazdy moze”.Pozdrawiam.Lucyna

  6. Dajcie sobie spokoj z ta dyskusja o cenie rekodziela.Kazdy wszystko sobie zrobi sam i bedzie najtaniej.Kasia

  7. Ciekawy post, sam nie zajmuje się rękodziełem ale uważam że nawet i 15 złotych na godzinę to nie jest dużo. Pamiętajmy że w tej kwocie muszą być ujęte wszystkie koszty uzyskania tego dochodu (materiały, podatki, ZUS, paliwo itd.) a rękodzieło to sztuka przez duże S oczywiście jeśli ktoś podchodzi do tego profesjonalnie i dba o swoje dzieło (które tak naprawdę jest unikatowe). Ja jestem glazurnikiem i swoją prace traktuję bardzo poważnie i staram się zawsze profesjonalnie do niej podchodzić. Moja praca to w pewnym sensie rękodzieło bo biorę jakieś materiały i z nich tworze coś nowego, oryginalnego bo wbrew pozorom to moje działanie ma ewidentny wpływ na efekt końcowy. Wymaga to dużego doświadczenia, czasu i ciężkiej pracy. Niestety zbyt wiele osób myśli że to nic trudnego i ktoś powie: “kilka kwiatków na dzbanku wielkie mi coś”, ale niech sam spróbuje to może dopiero wtedy zrozumie że pewne sprawy wymagają mnóstwa czasu, żmudnej pracy i ciągłej praktyki aby osiągnąć naprawdę rewelacyjny (przyzwoity chociaż ) efekt. Życzę wszystkim związanym z rękodziełem aby w końcu ludzie(klienci) docenili ich prace jaką muszą włożyć w swoje dzieła które tak im(klientom) się podobają. Pozdrawiam.

  8. Sama zajmuję się rękodziełem, a dokładnie ceramiką. Swoje wyroby zawsze wyceniam na tyle, ile sama byłabym gotowa za nie zapłacić i jestem w 100% pewna, że nigdy nie kupiłabym szalika za 500 zł, czyli 1/4 mojej pensji. Kupując w galerii, za te pieniądze byłabym przecież ubrana od stóp do głów, natomiast tutaj miałabym tylko, bardzo ładny, ale niestety tylko szalik.

    1. Ależ ja nie mam nic przeciwko temu, byś swoje pieniądze wydała na to zechcesz 🙂 Ale to nie powód, by zaniżać cenę mojej pracy, bo akurat tyle jesteś gotowa zapłacić…

  9. Nie zaniżam ceny Twojej pracy. Uważam po prostu, że jest to lekka przesada i wątpię, by ktoś taki szalik za tyle kupił 😉

    1. Po pierwsze gwarantuję Ci, że chętni by się znaleźli – wbrew pozorom nie każdy Polak ogląda każdą złotówkę dwa razy zanim ją wyda.

      Po drugie nie upieram się, żeby pół Polski chodziło w moich wyrobach, w sumie to wcale nie mam potrzeby, by moje projekty nosił ktokolwiek stąd – a dla zachodniego klienta moje ceny to średnia i to nawet dolna jej część.

      No i wreszcie po trzecie zakładając firmę ostatecznie zdecydowałam się na inny rodzaj działalności, taki który na pewno da mi dochody – na wszelki wypadek, by co miesiąc nie martwić się co do garnka włożę… Jednym z powodów tej decyzji był niniejszy artykuł i dyskusja, którą wywołał w internecie.

    1. 270 zlotych za przykladowy szalik Yadis nie jest tanio dla zachodniego klienta. Za wykonanie podobnego Belgijska dziewiarka zazadala 15 euro = 60 zlotych. Wiec o czym tu mowa??

      1. Moja świadomość cen i wartości pochodzi z Etsy i jest oparta na wielu przykładach, a nie tylko na jednym. Wcale nie upieram się, żebyś kupowała moje wyroby, jeśli masz sprawdzonego, taniego fachowca pod ręką to mogę Ci tylko pogratulować komfortowej sytuacji 🙂

  10. A ja nie widzę nic złego w tym, że osoby które lubią to robić sprzedają swoją pracę za bezcen… Im zwracają się koszty materiału i mogą ponownie coś zrobić (rozdając darmo nie mają takiej możliwości). Skoro jesteś taka dobra w swoich rękodziełach nie powinnaś mieć problemu z ich sprzedażą. Poza tym skoro ktoś sprzedaje taniej nie oznacza, że robi to gorzej, niż Ty. To się nazywa prawo do wolnego rynku i w nosie mam to czy Ty na tym zarabiasz czy nie – ja nie radzę rezygnować ludziom, którzy robią to z przyjemności, a tym bardziej z sprzedawania swoich dzieł. Poza tym czemu się oceniasz swoją pracę na tym poziomie, a nie na poziomie najniższej krajowej??? Skąd wiesz, że Twoje prace są warte tyle ile Ty uważasz i cena za godzinę nie powinna wynosić np. 5zł? Kierujesz się oceną subiektywną swoich dzieł. Jest ogromna ilość osob, które wolą kupić podobne dzieło za 50zł zamiast 200zł. I zamiast cieszyc sie Twoim szalem przez 4 lata mogą sobie pozwolić co roku na inny….

  11. Potrafie docenic prace wlozona w dane rekodzielo, gdyz sama w miare dobrze dziergam. Mam dobre porownanie w cenach polskich i zachodnich. Zakupilam za okropne pieniadze u znanych w swiatku polskich dziewiarek a jednoczesnie blogerek pare szali i chust Lace (znane i wielokrotnie powielane wzory z Raverly), gdzyz samej nie chcialo mi sie ich robic. Poniewaz mieszkam na Zachodzie wiec takze i tutaj zlecilam parokrotnie tutejszym dziewiarkom wykonanie bardzo skomplikowanych i pracochlonnych wielkich estonskich szali czy chust z powierzonej wloczki. Yadis sie bardzo myli twierdzac, ze na zachodzie obowiazuja inne wyzsze ceny.
    Ceny za prace reczne w Beneluxie (Belgia, Holandia i Luxemburg) sa o wiele NIZSZE! Najwyzsza cena za sama robocizne jaka ode mnie zazadano bylo 40 euro za przepiekny i wielki szal z berdzo skomplikowana i pracochlonna bordiura. Za duzo mniejszy szalik zaplacilam Polce ponad 70 Euro. Stac mnie wiec zaplacilam ale wiecej nie kupie.
    270 zlotych za przykladowy szaliczek Yadis nigdy bym nie zaplacila z dwoch powodow: nie jest tego wart, bo jest bardzo prosty i duzo osob go ma a po drugie za ta cene moge sobie pozwolic na cos naprawde wyjatkowego w wybranym przez siebie kolorze i wymiarze. Naprawde wysokie ceny pobieraja na Zachodzie tylko i wylacznie panie, ktore same projektuja i tworza nowe niepowtarzalne wzory np. Monique Boonstra. To sa unikaty a nie darmowe wzory z Sandry czy Sabriny albo wzory do kupienia na Raverly. Wolny rynek rzadzi sie swoimi prawami: popyt i podaz. I kazdy moze sobie wyceniac i sprzedawac swoje prace wedlug wlasnego uznania.

    1. W pełni się zgadzam! To kupujący powinni takimi postami na blogach uświadamiać rękodzielniczki i nie dać się im naciągnąć. Najpierw żądają trzystu złoty za szalik, a potem dziwią się, że ludzie marudzą.

    2. No i teraz ciezkie pytanie. Jak to jest, ze przy wyzszej jakosci, wyzszych kosztach pracy (wszak na pewno panie z Beneluxu licza sobie stawke minimalna krajowa w Euro) i wyzszych kosztach materialow dalej robia to taniej, a przy tym żyja? Nie padly z glodu placac za chleb w Euro? :>

  12. Rewelacyjny post!! Jestem tu przypadkowo, ale zostanę na dłużej 🙂
    Odkąd pamiętam zawsze coś dziubię, druty, szydełko, krzyżyki, ostatnio zakochałam się w sznurach koralikowo – szydełkowych; Najważniejsze co chciałam zaznaczyć – nie każdy posiada dar (jak większość z Was) cierpliwości, zdolności, precyzji – i przynajmniej z tego powodu prace powinny być cenione wysoko; mam wrażenie, że część pań, wypowiadających się tutaj, nie rozumie pewnej rzeczy – jeżeli wszystkie ceniłybyśmy się na wysokim poziomie – konkurowałybyśmy ze sobą zdrowo – czyli jakością, klient nie dyskutowałby na temat ceny, prace traktowałby jak unikalne dzieła sztuki ( no bo przecież tak jest, prawda?) a nie produkty taśmociągu; niestety zawsze jednak musi się ktoś wychylić – kto woli kupić chiński, śmierdzący i tandetno-kiczowaty szaliczek z placu za przysłowiowe 5 zeta (w ilości kilkadziesiąt sztuk (!) – gratuluję gustu 😉 I jeszcze na koniec – robiłam kiedyś ażurowe, letnie bluzeczki na szydełku, wyceniałam je dosyć tanio – około 50zł za sztukę – czyli cena kordonka plus coś na otarcie łez, na placu coś co mogłoby być marną podróbą znalazłam za 10zł!! a ja za same nici płaciłam około 20zł !! – wniosek? kupujmy chińszczyznę, ale do prucia i przerabiajmy na polszczyznę! 🙂 pozdrawiam wszystkie artystki z niespokojnymi rękoma 🙂

  13. No dobrze Monika, ale, no właśnie ale: kurde ludzie zrozumcie wreszcie, że niska cena nie zawsze idzie w parze z beznadziejną jakością. Oczywiście tak jest w przypadku chińskich podróbek, ale jeśli kupujemy coś od rękodzielniczki zazwyczaj cena nie ma nic wspólnego z jakością, a jedynie zadufaniu w sobie autorki.

    1. Niska cena niestety zazwyczaj idzie w parze z niską jakością, bo trudno jest przerwać ten krąg zależności. A cena w przypadku rękodzielniczki ma odzwierciedlenie przede wszystkim w ponoszonych przez nią kosztach. Stąd niestety wysnuwa się prosty wniosek, że jeśli ktoś ma niskie ceny, to podstawowymi czynnikami takiego stanu rzeczy jest oszustwo (brak działalności gospodarczej i związanych z tym kosztów), złej jakości materiały (tanie lub darmowe) oraz/lub fakt, że dana osoba wcale nie potrzebuje zarabiać (bo utrzymuje się w inny sposób, np.: emerytura, renta czy pensja bogatego męża).

      1. „złej jakości materiały (tanie lub darmowe)”
        Można użyć bardzo dobrych materiałów, dodać do tego perę złoty dla siebie i cena będzie niska. Jeśli natomiast do wartości materiałów dopisujemy kilkaset złotych jak w przypadku tego szala, to wyjdzie drogo, choć materiały będą dokładnie takie same.

        1. A tak z ciekawości z tych „paru złotych dla siebie” to podatki Pani odprowadza? Bo ja od wszystkich moich dochodów muszę odjąć 18% na podatek dochodowy oraz 23% VATu, prócz tego ponad 400, a niedługo już ponad 1000 złotych ZUSu co miesiąc, niemal 200 złotych dla księgowej i tak dalej, i tak dalej…

          Co do materiałów wykorzystywanych w rękodziele to jest to temat rzeka – akurat w wypadku szala, którego cena tak bardzo Panią boli materiały to jedynie 25 złotych, nawet licząc z amortyzacją sprzętu i narzędzi to około 35 złotych, czyli zaledwie kilkanaście procent wartości szala. A to co przesądza o jego cenie, to koszt pracy.
          Na co dzień dziergam prawie wyłącznie z naturalnych materiałów, bo ich jakość, cechy gotowej dzianiny i długowieczność wyrobów jest niezrównana. Każdy motek muszę kupić, nie mam zapasów z ciężkich czasów, które mogę wykorzystywać, nie mam rodziny, która może mi coś takiego podarować, nie mam wreszcie żadnych nielegalnych źródeł surowca. Gdybym zadowalała się akrylem, materiałem w 100% sztucznym, pewnego rodzaju plastikiem po prostu, to wówczas na allegro wybór włóczek zaczyna się od niecałych 3 złotych za kłębek nowej włóczki.

          Zatem TO NIEPRAWDA, że wysoka cena zależy od widzimisię rękodzielniczki – to właśnie wysoka cena ma oparcie w rzeczywistości. A niska wiąże się tak jak pisałam wcześniej z oszustwem, złymi materiałami lub po prostu brakiem konieczności zarabiania.

          PS. Pani oburzenie po prostu mnie bawi – nikt Pani nie karze kupować u mnie, zgadzać się na moje ceny. Przecież może to Pani sobie wykonać samodzielnie – naprawdę nie ma w tym żadnej wiedzy tajemnej, tylko długie godziny monotonnej pracy…

          1. A czemu brak działalności gospodarczej uważa pani za oszustwo? Czy babcie sprzedające na bazarach mają działalność gospodarczą? Myślę, więc że z targami rękodzieła jest tak samo.

          2. Jeśli jakakolwiek działalność jest stała, zorganizowana i służy celom zarobkowym, to musi być zgłoszona i opłacana. Rękodzieło nie stanowi wyjątku. Babinki na skwerkach, to nieco inna liga i akurat w ich sytuacji nie mam nic przeciwko temu, że działają na granicy prawa – one już swoje Polsce oddały przez całe życie… Natomiast na jarmarkach i targach ogromna większość osób ma działalność gospodarczą lub rolniczą, czyli działają legalnie i opłacają należne składki (niemałe) – dlatego ich rękodzieło jest droższe niż np. w Internecie.

  14. Czy wełna z MOICH alpak to legalne źródło???
    Bo właśnie stoję przed dylematem ile powinny kosztować moje prace. Taki szal? Zdecydowanie bardziej skomplikowany wzór, wykonany z 100% mojej alpaki, uprzędzionej przeze mnie w cieniusieńką nić… bo to już nie włóczka a nić właśnie. Przędzenie 1 dzień (10 h), pranie, trzy dni dłubania, no! 2 i pół (po 10 h), znów pranie, blokowanie…
    A takie kapcie? podobno ładne… jakieś 4-5 godzin pracy… wiem – wolna jestem…

    ile to powinno kosztować???

    1. To MUSI kosztować dużo! Właśnie ze względu na ogromną pracochłonność i czasochłonność. Same godziny pracy to kilkaset złotych (i to i tak licząc według najniższej stawki krajowej), a do tego przecież trzeba dodać także koszt hodowli zwierząt. Niestety obawiam się, że w Polsce niewielu znajdzie się amatorów na takie wyroby w takich cenach (bo niestety większość ludzi jest po prostu głupia, ewentualnie nieświadoma). Na szczęście świat jest duży i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby mieszkając w Polsce zdobywać rynek globalny.

      1. Jak można oceniać inteligencję ludzi po tym, czy są gotowi wydać kilkaset złoty na jakiś szaliczek? Swoją drogą myślę, że w ich mniemaniu głupia będzie właśnie osoba, która za cenę butów, spodni, bluzki i czapki kupi szalik.

  15. A patrząc z drugiej strony…
    Jestem „żoną bogatego męża” i alpaki jak zresztą mnóstwo innych zwierząt służą u nas do kochania i psitulania. Nie muszą zarabiać na michę. Wełna jest produktem ubocznym, a że kocham dłubać to pomyślałam, że może by „na waciki” zarobić? Ale jak popatrzyłam na allegrowe ceny rękodzieł to sorry Winnetou… a znów prawdziwe ceny są chyba nie do przyjęcia dla ogromnej większości. Wiem, że to MUSI kosztować… a właściwie POWINNO kosztować, ale trzeba jakoś wyważyć między własną, wysoką samooceną, a możliwościami ewentualnych klientów. Pewnie, że zawsze się znajdzie ktoś, kto zapłaci… ale chyba cały interes powinien polegać na większej ilości tych ktosiów.
    Nie przesadzajmy znów z tą „twórczością”, nawet w Twoim szalu… wełnę kupiłaś, wzór (schemat) z sieci/gazety/książki. Gdzie tu miejsce na twórczość? Tworzą kobitki robiące biżu pod warunkiem, że nie powielają cudzych, podpatrzonych wzorów i tworzą ludzie filcujący, tez jw. Większość dzianiny jest odtwórcza, xxx zresztą też. Tam to już żadnej twórczości, bo ściśle wg. schematu trzeba. WIEM ile to pracy bo mam na swoim koncie kilka olbrzymich Golden Kitów. Nad największym siedziałam 2 LATA (!!!) średnio po 8 godzin dziennie. Ale to nie jest twórczość tylko ośli upór!
    I takich prac się po prostu nie sprzedaje… w moim przypadku nawet się nie daje bo i tak nikt nie doceni pracy w to włożonej.
    Wracając do moich wyrobów, nie martw się nie mam zamiaru robić złej konkurencji (na waciki wydaję dużo, hihiii), ale właśnie muszę wyważyć tą cenę i na pewno nie może to kosztować tyle ile powinno.

    1. Konkurencja cenowa to najgorszy rodzaj, tym bardziej, że przyciąga specyficzny typ klientów (których większość firm unika jak ognia) – roszczeniowych, nielojalnych, ogromnie wymagających i płacących bardzo niewiele.

      A co do cen, to ani mnie grzeje, ani mnie ziębi wycena rękodzieła innych – zakładając firmę zdecydowałam się na inną branżę, żeby nie martwić się o chleb, a to co zdarza mi się zarabiać na rękodziele traktuję jako miły bonus 🙂

      No i na koniec moje spostrzeżenie – może zamiast dziergać i tworzyć specyficzne wyroby, na które może być trudno znaleźć kupca na ograniczonym rynku lepiej spojrzeć na dorabianie z innej strony i sprzedawać ręcznie przędziona włóczkę? Cena będzie mogła być niższa, bo pracy znacznie mniej, a przędza z aplaki jest dość droga i co najważniejsze ceniona przez dziewiarki, które są gotowe za nią płacić. Zerknij na Etsy w poszukiwaniu odpowiedzi dotyczącej cen i asortymentu – ze względu na fakt, że to globalna, potężna strona staje się ona pewnego rodzaju barometrem i można spokojnie wykorzystywać ją do wyceny porównawczej (biorąc dla konkretnych przedmiotów stawki mniej więcej z połowy listy pomiędzy najdroższymi a najtańszymi odpowiednikami). Pozwala to poznać realną wartość tego, co się robi – wycenę rynku, a nie widzimisię autorów.

  16. Przędzę też mam zamiar sprzedawać, ale szczerze mówiąc to mnie najmniej kręci… w sensie przędzenie, a surowe runo jest stosunkowo tanie. A z dziewiarstwa jestem w stanie zrobić absolutnie wszystko i uwielbiam to.
    Skoro to sama przyjemność to może powinnam dopłacać???

    Taki żarcik…

  17. Trafiłam przypadkiem na tego posta i choć z opóźnieniem – dołączę swój komentarz. Tez kiedyś strasznie się denerwowałam, ze ludzie chcą moje prace za darmo, nawet nie za zwrot kosztów materiałów, uważając, że sam fakt, że podobają im się moje prace i powieszą je na ścianie jest dla mnie zaszczytem i nagrodą. Po latach odpuściłam nerwy, bo na szczęście malowanie nie jest dla mnie źródłem utrzymania. Wyceniam prace podobnie jak autorka posta (liczba roboczogodzin plus koszt materiałów i oprawienia obrazka), co przy 10 zł za godzinę daje około 400 zł za mały obrazek. Tyle kosztują plakaty z IKEA, masowo drukowane, które przecież ludzie kupują! Zawsze okazywało się jednak, że oryginalny obraz to za drogo. Dzisiaj już się nie denerwuję, na prośbę o namalowanie portretu po prostu podaję cenę i nie dyskutuję, bo wiem, że i tak klient nie zapłaci. Maluję obrazki z myślą o stworzeniu kolekcji rodzinnej dla córki i o ozdabianiu własnego domu. Jeśli miałabym kupić taką ilość plakatów lub reprodukcji z IKEA, to ostatecznie i tak wychodzę na plus, bo zamiast masowych kopii mam mnóstwo oryginałów na ścianach, które mam po kosztach. A „klienci” niech sobie idą do IKEA po kolejny tandetny wydruk z kwiatkami 🙂
    Podaję też dokładny koszt namalowania obrazka o wymiarach około 30 x 40 cm:
    25 godzin pracy x 10 zł = 250 zł za roboczogodziny;
    Materiały: podobrazie 10 zł, farby około 30 zł (po trochu z każdej tubki, cena jednej tubki farby akrylowej Talent Rembrandt 15 zł), zużycie pędzli około 15 zł (cienkie pędzle o grubości 5/0 zużywają się po jednym obrazie), werniks końcowy około 5 zł (cała puszka 40 zł, starcza na kilka obrazów), czyli łącznie koszt materiałów 60 zł;
    Ramka ze szkłem, plecami i passe-partout: 80 zł. Indywidualne ramki z passe-partout zamawiam w pracowni Stillus_pl na Allegro – można sprawdzić ceny.
    Staranne zaklejenie obrazu w ramce 1 godzina pracy, czyli dochodzi 10 zł za roboczogodzinę.
    Podsumowując: 400 zł za oryginalny obrazek, ręcznie malowany, jedyny i niepowtarzalny, oprawiony w ładną ramkę, gotowy do zawieszenia na ścianie. Niestety – to za drogo.

    1. Nie ma co się przejmować, że ludziom za drogo, jeśli to nie jest dla ciebie źródło utrzymania. Niestety spora część odbiorców rękodzieła, zwłaszcza podczas targów i kiermaszy, to motłoch o komunistycznych przekonaniach, dla których tak jak piszesz sam fakt, że chcą coś od Ciebie powinien być nagrodą za włożoną pracę. To on zawsze się targują, a najczęściej nic nie kupują. Osobiście olewam ich. Podobnie jak Ty obecnie dziergam obecnie przede wszystkim na własne potrzeby, bo to się opłaca i daje radość (żal mi pieniędzy na jedwabny sweterek ze sklepu robiony maszynowo, ale na włóczkę już chętnie wydam nawet dość dużą sumę). A sprzedawać zamierzam tylko tym, którzy godzą się na moje ceny. Nie podoba się? To zapraszam po chińszczyznę na bazarek, bo ja nie zamierzam pracować za miseczkę ryżu dziennie 😛

  18. Powstała powieść -rzeka albo czyli sądząc po ilości komentarzy, temat nie jest do wyczerpania.To raczej oczywiste.Rękodzieło ,,prostsze”,którym się już prawie nie zajmuję ,można spokojnie wykonywać dla rozrywki w wolnym czasie ,dla znajomych lub rodziny ewentualnie.Stąd tak dużo np. paciorkowych dziełek wszędzie.Szybko i dużo -taka prawie chińszczyzna.U mnie prawie praca od podstaw .Zbieranie,suszenie, magazynowanie,barwienie a jak zakupy to faktycznie internet,bo hurtownie mają mały asortyment. Ze względu na ceny i długi czas wykonywania oraz sprzedaży preferuje zamówienia indywidualne a i z tym jest szkopuł – zamawiający więcej albo są pośrednikami i mylą mnie z chińska hurtownią /ceny/ albo i tak wymagają rabatów za wielka łaskę zakupu.Na jarmarki to tylko z drobnicą można iść.Na miejscu musiałam żebrać choćby o wzięcie w komis ,aby ktoś mógł zarobić Trudno mówić o stałych obrotach ,jeśli się wykonuje dekoracje a nie coś zwyczajnie użytkowego.Poszukuję zwykłej pracy,bo dokładanie do satysfakcj, ,,kurnik ” – pracownia odwieczna w kuchni nawet już mnie przeraża.Niestety nie mam praktyki większej w niczym poza rękodziełem wszelakim.,,Konfesjonał’ odbębniłam i nie wiem, czy zrobiło mi się lżej.Pozdrawiam całe grono zainteresowanych przy okazji.

    1. Zawsze bardzo mnie smucą takie „spowiedzi”, bo oznacza to, że ktoś rezygnuje z marzeń i planów, bo ktoś inny nie rozumie gospodarki rynkowej i/lub zwyczajnie oszukuje i okrada społeczeństwo nie płacąc należytych danin Państwu. Wpis powstał właśnie po to, by pokazywać w czym jest problem…

  19. Bardzo interesujący wpis i dyskusja. Chciałam dodać, że znaczenie w wycenie pracy ma również konkretny rynek- odbiorca, gdzie wystawiamy swoje pracy. Zupełnie inną cenę uzyska się na zagranicznym portalu sprzedażowym, a zupełnie inną na lokalnej niedzielnej giełdzie. Dodatkowo ze smutkiem zauważam, że Polacy nie doceniają rękodzieła. Jest jeszcze kwestia zaniżania cen przez osoby, które się z niego nie utrzymują, lub są rencistami i emerytami i ZUS ich nie dotyczy.

  20. Jak niektóre wpisy czytam to aż mną trzęsie! A już szczególnie porównanie cen Polska-Austria (czy inny europejski kraj) – nikt mieszkając na stałe za granicą nie przelicza euro na złotówki, bo by zwariował! Ale skoro już porównywać to warto porównać średnie zarobki 1500 euro – 1500 zł i tu na ten przykład mamy:
    chleb 1,50 euro – 2,50 zł
    masło 3 euro – 5 zł
    komu zostaje więcej? Więc, please o czym my tu rozmawiamy?!
    Co do cen prac rękodzielniczych, samej jest mi ciężko wycenić swoje prace. Patrząc na nie jestem dumna i wierzę, że są warte całej pracy w nie włożonej. Następnie myślę o sprzedaży i tu spadają na moją głowę ostre baty, przeglądając internetowe portale sprzedażowe widzę ‚podobne’ rzeczy za grosze, więc co dalej? Mam komuś obcemu darować w prezencie swoją cieżką pracę, a niejednokrotnie jeszcze do tego dopłacić, bo oferowana kwota ledwo pokryje koszty pakowania i wysyłki? I tak proszę Państwa, opakowanie i porządne zabezpieczenie przedmiotu też jest kosztem, który muszę ponieść. Niewielu ludzi bierze to pod uwagę i narzeka na wysokie koszty wysyłki.
    Następnie weźmy pod uwagę, że przedmioty ręcznie wykonane są, co tu kryć, ekskluzywne i właśnie mają takie pozostać. To nie są śmieci, chińskie badziewia tylko jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne przedmioty, których nigdzie indziej nie znajdziecie. Jeśli komuś nie podoba się cena, proponuję zakupić materiały i postarać się samemu wykonać równie piękną rzecz, a następnie wycenić ją na grosze.
    Pozdrawiam serdecznie

    1. Roznica jest taka, ze dostajac w Polsce 1500pln nie bedziesz zarabiac w Niemczech 1500 euro. A im wyzej, tym rozbieznosc sie zwieksza. Zarabiajac w Polsce 6000pln nie bedziesz zarabiac 6000 euro na tym samym stanowisku 😀

      1. Porownujac place minimalne, to w Polsce faktycznie zarobisz wiecej, wiec nie powinno sie tutaj tych samych kwot porownywac, ale kwestia jest taka, ze rozna jest wartosc pieniadza, a polski zloty ma mala wartosc. Wiec majac nawet te 1000 ojro czy funtow, to zaoszczedzisz na takich tam rzeczach jak podatki, sieciowe produkty (np. chce tusz do rzes od Maybelline – w Polsce zaplace za niego 4-5 razy wiecej niz za granica, stosunkowo).

  21. Nie sprzedaję, robię z wewnętrznej potrzeby, dla przyjemności, dla dzikiej satysfakcji. Kiedyś próbowałam ale miałam problemy z wyceną dlatego traciłam na tym niestety (20 lat wstecz to było i już nie wróci 🙂 ) Kiedyś też chętnie rozdawałam ale zmądrzałam. Teraz to co zrobię daję jako prezent (po co kupować jeżeli potrafię zrobić) osobom, które szanują moją pracę.
    Wczoraj na moim blogu notkę napisałam. Wprawdzie nie o wycenie ale link umieściłam bo mieści się w temacie 🙂
    http://damurek.blogspot.com/2015/01/a-po-co-ci-to-29.html
    Pozdrawiam

  22. Szyję kotki – maskotki. Nigdzie indziej ich nie robią. Robię ich dużo na raz, dlatego za jednego biorę 35-40zł. Miałam kiedyś taką sytuację, że na festiwalu podeszła dziewczynka z ciocią i dziewczynka aż piszczała że chce takiego kotka (mają słodkie oczka itp). „Oszalała pani? 35zł za maskotkę?” Zaczęłam jej tłumaczyć że to rękodzieło i że same materiały tyle kosztują, nie licząc mojej pracy, a robię to parę godzin. Nie była przekonana, więc zapytałam ją już mało grzecznie: „A ile pani dostaje za godzinę?” Zrobiło jej się nieswojo i bez słowa kupiła kotka w wybranym przez dziewczynkę kolorze. Trzeba się cenić!

  23. Niby racja. Ale tez prawda jest taka, ze dlaczego liczyc cene od płacy minimalnej krajowej? Jak fotograf zacyzna robic zdjecia, to chodzi na imprezy i eventy za darmo, z czasem bierze powoli jakies pieniadze, z czasem co raz wieksze… A koszta sprzętu nawet słaby foto ma wysokie (tak samo jak szkolen, kursow itd).
    To samo jest z programistami freelancerami przeciez. Zanim wyrobisz marke, uzyskasz odpowiednie CV/portfolio mijaja lata. I nikt kupujac od poczatkujacego programisty kilogram kodu nie pyta, ile nocy spedzil nad tym, ile nocy nie imprezowal na miescie, tylko uczyl sie programowania i logicznego myslenia.
    Materiał + Praca + Koszty dodatkowe + Jakość (tak, to tez sie ceni) + renoma + luksusowość produktu… + n innych czynnikow = Cena
    Tyle tylko, ze niektore z tych czynnikow moga miec wartosc ujemna 😛

  24. Można oczywiście zrobić kosztorys, wycenić każdy element składowy. Jest tylko jeden problem – każda rzecz wystawiona do sprzedaży jest warta tylko tyle i aż tyle ile kupujący zechce zapłacić. Może tak być, ze za szal wyceniony na 260 zł ktoś zapłaciłby i 500 zł, bo uważa, ze warto. Inna osoba za ten szal nie dałaby nawet 20 zł – bo jej się nie podoba, albo nie może przeznaczyć tyle na szal. Rękodzielnicy powinni poświęcić czas nie tylko na pracę i wycenę pracy, ale również na rozpoznanie potrzeb rynku. Czy jest sens wytworzenia powiedzmy 10 szali miesięcznie, za które chcemy otrzymać 260 zł za sztukę ? Czy tyle sprzedamy i w jakim czasie ? Bo jeśli będzie problem ze zbytem to szale będą leżały w domu miesiącami zanim w końcu w przypływie frustracji zostaną sprzedane znacznie poniżej zakładanych kosztów. Jeśli rękodzielnik ma problem ze zbytem i jednocześnie ma poczucie, że ustawił rzetelną cenę to znaczy tylko jedno – nie wstrzelił się w gusta i trzeba nad tym popracować, znaleźć potencjał w rynku zbytu. Ja nie kupię szala za 260 zł, ani nawet za 20 zł jeśli mi się nie podoba i tyle, nawet jeśli będę świadoma, że nad jego powstaniem ktoś ciężko pracował, lał krew, pot i łzy. Szkoda czasu na wzniosłe apele o godziwą wycenę swych prac, jeśli nie będzie zainteresowania kupujących. Lepiej ten czas poświęcić na wnikliwe rozpoznanie potrzeb, żeby mieć szansę na sprzedaż wyrobów za uczciwą cenę.

  25. Nie porównujcie cen legalnego polskiego rękodzieła do cen chińskiej masówki i towarów sprzedawanych w Polsce „bez paragonu”.
    Po pierwsze masówka wykonana jest z byle jakich materiałów produkowanych bez zachowania jakichkolwiek norm jakościowych i środowiskowych (np. youtube: MADE IN CHINA – Gówno warte towary z Chin). Po drugie w Chinach, Indiach itp. z założenia ludziom nie płaci się godziwie za pracę.
    Po trzecie w Polsce standardem jest to, że przez internet sprzedaje się towary na lewo, bez rozliczania się z fiskusem.
    Sami sobie fundujemy zaniżanie cen, bo kupując w internecie nie żądamy od sprzedawców paragonów, certyfikatów pochodzenia i – źle kojarzące się słowo – nie donosimy do urzędów, że ktoś nie odprowadza podatków, sprzedaje podróbki, towary niebezpieczne i towary kradzione lub z przemytu.
    Emeryci, matki na macierzyńskim itp. wbrew pozorom nie są żadnym problemem, bo jeśli ich interes się rozkręci MUSZĄ założyć działalność gospodarczą i automatycznie ich ceny wzrosną (przynajmniej o zus, podatek dochodowy i vat). To m.in. dzięki „wyrozumiałym” uczciwie odprowadzającym podatki rękodzielnikom praca w Polsce jest warta tyle ile towary z Chin 😉

  26. Witam, dopiero dzisiaj dotarłam do tego posta, ale myślę, że nic nie stracił na aktualności od tego 2012 roku. Przeczytałam całą dyskusję z zapartym tchem, a że właśnie dzisiaj klient zwrócił mi całą partię rękodzielniczych zaproszeń robionych na zamówienie (bo „jednak mu się nie podobają”) to się wypowiem aby się wyładować 😛 – bez urazy!

    1. „Szalik za 250 zł” – puknijcie się w głowę. Bycie pseudo-artystką narzucającą sobie marżę „bo zrobiłam to mymi własnymi cudownymi spracowanymi rękami” to jeszcze nie powód do ZAWYŻANIA cen na rynku. Myślę, że to jest już przegięcie w drugą stronę.

    2. „Klient chce kupić jak najtaniej” – nawet jeśli ktoś nie musi się liczyć z każdym groszem to i tak będzie szukał taniej. To chyba się nazywa „rozsądek”. Rękodzielnik robi to samo: chce zaoszczędzić na czym tylko się da więc nie wierzę, że jeśli możesz kupić swoje materiały do wyrobu czegoś tam taniej to tego nie zrobisz. Nie kupisz ich po cenie dobrej dla producenta, tak samo będziesz marudzić o zniżki, rabaty. Nie jesteś lepszy od swoich własnych klientów.

    3. Szacunek – ja mam duży szacunek dla osób kupujących moje rękodzieło, doceniam to, że wybierają moje produkty zamiast „chińskiego badziewia”, dlatego jeśli ktoś poprosi mnie o coś tańszego, nie zarzucam mego szala za 250 zł na drugie ramię i nie odprawiam go machnięciem ręki tylko proponuję mu np. inny wzór / inne materiały, odpowiednie do zasobności jego portfela. Nie mówię tutaj o wazeliniarskim naciąganiu, żeby kupił u mnie cokolwiek bo w 50% i tak wybierze ten droższy produkt z racji wykonania i jakości, a w 50% niczego nie kupi bo i tak będzie jeszcze za drogo. Ale korona mi z głowy nie spadnie jeśli zaproponuję tańszy materiał czy prostszy wzór. Po prostu będzie to inny produkt, dostosowany do klienta. Natomiast ocenianie kogoś po tym, że nie stać go na moje świetne, wspaniałe i cudowne rękodzieło to według mnie szczyt zadufania w sobie. Odprawienie tego klienta z kwitkiem już na dzień dobry, bo „skoro Pani nie stać to bez łaski, ktoś inny kupi”?? — trochę pokory. I szacunku dla innych przede wszystkim.

    Wygadałam się, a więc idę do mojej chińskiej pracowni, wytworzyć mymi małymi rączkami kolejne cudowne rzeczy 🙂 pozdrowienia dla wszystkich rękodzielników! nie czytać po internetach tylko pracować! piniądze zarabiać! 🙂

  27. Sprawa jest taka: gdyby w Polsce pieniadz mial wieksza wartosc lub gdyby ludzie mogli wiecej zarobic, to wiecej osob kupowaloby z checia rzeczy recznie robione. A tak idziemy do sklepu i wydajemy duzo na produkty sieciowe, ktorych ceny sa takie same dla kazdego kraju (zatem u nas bedzie drogo, bo zloty ma mala wartosc).
    Oczywiscie konsumpcjonizm tez swoje i ludzie maja parcie na ilosc, a nie jakosc. 😉

    1. No właśnie! Za sieciówkowy badziew z Chin jesteśmy w stanie zapłacić kilkadziesiąt/kilkaset złotych, a tyle samo za pracę rękodzielnika wydaje nam się astronomiczną kwotą (nie mówię o sobie, tylko o tzw. szarym Kowalskim). I to jest najbardziej przykre – idealny przykład to czapki, szaliki i otulacze na zimę – cała Polska chodzi w paskudnych akrylach fatalnej jakości, które po miesiącu wyglądają jak szmaty ze śmietnika, ale dołożyć 50% ceny i kupić coś wełnianego i robionego ręcznie to nie łaska…

  28. A ja myślę że bardzo uogólniacie temat i wrzucacie wszystkich klientów do jednego worka , tego że wszystkim jest drogo i każdy chce kupić jak najtaniej. Zgadzam się z YADIS . Za wykonaną dobrze pracę należy się godziwy zarobek . Wydzierganie czegokolwiek na drutach to bardzo czasochłonna praca, Czy idąc do jakiegokolwiek zakładu pracy na etat pracuje ktoś z Was za mniej niż minimum ? Nie , ale każdy chce zarabiać jak najwięcej. Bardziej ambitni i odważni pójdą do szefa po podwyżkę , a zastrachane ludziki będą cicho siedzieć bo co szef powie , a może go zwolni bo chce więcej zarabiać, i zatrudni na jego miejsce kogoś innego i co on wtedy zrobi?
    YADIS ma odwagę i szacunek dla swojej pracy , więc wycenia ją zgodnie z rzeczywistością. Więcej takich ludzi powinno być , to może byłoby mniej traktowania ludzi jak niewolników? Ale takich co pracują za prawdziwe pieniądze wbrew pozorom jest naprawdę dużo i ich stać na zakupy u YADIS tylko wy może o tym nie wiecie? Pozdrowienia od powracającej po wielu latach do rękodzieła Gosi PS; skorzystam z Twojego kalkulatora wycen jeśli pozwolisz

    1. Dzięki za Twój głos. Kalkulatora oczywiście możesz używać – jest dla wszystkich chętnych 🙂 I muszę Ci powiedzieć także, że masz bardzo dużo racji z tymi klientami i coraz większą grupą ludzi, których stać i co ważne, którzy chcą płacić godziwe pieniądze za rękodzielniczą, mozolną i czasochłonną pracę.

  29. Witam, kalkulator rękodzieła oparłaś na najniższej krajowej, dziś mamy 2015r i od 2012r wiele się nie zmieniło czyli zakładamy że jest to 10zł na godzinę .Rękodzieło jak wiemy wymaga zdolności i cierpliwości co już powinno znacznie zwiększyć cenę danej pracy, trudno nasze zdolności porównać do zdolności człowieka wykładającego towar w markecie na półki. Dobra niech będzie te 10zł z bólem to akceptuje ale widząc realia i możliwości naszego kraju nie mam innego wyjścia. Opierając się na swoim przykładzie powiem tak, nigdy nie otrzymałem za swoją pracę więcej niż 7zł za godzinę, oczywiście startuje z ceny 10zł ale jest to nie realna kwota. Jeśli postawie na swoim nic nie sprzedam a nawet schodząc do tych 7 to sprzedaż jest tak marna że nie wystarczy nawet na papierosy nie mówiąc już o normalnym życiu.

  30. Ja bym dodał jeszcze do twojego równania koszt nakładów na marketing a to nie raz nie mało. Bez skutecznej promocji sprzedaż może być nie zadowalająca. Myślę że warto przynajmniej jakąś nie wielką na początek sumę przeznaczyć właśnie na ten cel.

  31. Świetnie opisane, to prawda rękodzieło musi być drogie, problem że nie każdego na to stać. Wszystko przez te produkty ” chińskie” Gdyby były szyte w np. Polsce od razu były by droższe, a tak sprzedawane po kosztach.

  32. ja bym jeszcze dodala iz nie robiac na zamowienie a bezposrednio do sprzedazy np na kiermaszu,trzeba zrobic wiecej rzeczy.nie wszystkie sie od razu sprzedadza,a czesc nigdy-to tez trzeba wliczyc w cene-zarowno material,jak i prace!a do osob ,ktore same nie tworza- ale np lubia gotowac i robia to dobrze ,z dobrych produktow i z zaangazowaniem.a ja bym ci zaproponowala ze bede sie u ciebie stolowac za 9zl,bo tyle kosztuje obiad w knajpie typu”na rogu” i pozmywaj po mnie i upierz poplamiony obrus i umyj podloge bo mi sie zupki wylalo,sorki 🙂 poprosze o dokladke w cenie,bo tak mi smakowalo……

  33. Koszty dodatkowe są znacznie większe niż to wynika z wpisu.
    ok. 1100zł/mies – składka zus
    ok. 280zł/mies – składka nfz
    minimum 100zl/mies – księgowość
    więc jeśli wykonanie szala zajmuje 25h, a średnio w miesiącu mamy 160h pracy, same koszta „administracyjne” to ok. 230zł/szt (i to zakładając brak VATu!), więc minimalna końcowa cena to nie 260, a 490zł, żeby działać legalnie i zarobić przynajmniej pensję minimalną.
    – jeśli ktoś chce z rękodzieła wyżyć, przecież i te koszta musi brać pod uwagę.

  34. Dobry wieczór, z przykrością stwierdzam, że nie odpisała Pani na moja wiadomość. Widziałam, że wchodziła Pani na moją stronę. Rozumiem, że moze Pani sie nie zgodzić na wymianę linków, ale wypadałoby napisać 🙁

    Z wyrazami szacunku

  35. Mam problem z tym wpisem i z odpowiedzią na niego. Z jednej strony rozumiem to o czym piszesz. Sama zajmuję się pewnego rodzaju rękodziełem, którego cena dochodzi do około 10 tysięcy dolarów, ale w Polsce jest problem by ktoś zapłacił za to co robię 1 tys polskich złotych. Ludzie mają niewiarygodne wymagania, a gdy słyszą o kosztach samych materiałów to nagle są zdziwieni, że to tyle kosztuje. Komentarz napiszę jednak z perspektywy klienta i marketingowca.

    Będąc rękodzielnikami możemy wybrać jedną z dwóch ścieżek. Będziemy rzemieślnikami, którzy zrobią to co ktoś będzie od nas oczekiwał, albo będziemy artystami oczekując, że ktoś kupi to co zrobimy. Jedno drugiego nie wyklucza, ale zdecydowanie się różni. Jeśli jesteś rzemieślnikiem – oczekuję od ciebie perfekcji w wykonaniu. Jeśli ją widzę pytam cię o cenę, a później idę do drugiego, trzeciego i pytam o to samo. Wybieram ofertę, która wyda mi się najrozsądniejsza(nie najkorzystniejsza – to różnica). Płacę wtedy za pracę, materiały itd., z resztą sama to wyceniłaś. Od artysty oczekuję pomysłu i głównie to kupuję, tu już nie szukam w różnych miejscach ponieważ chcę mieć pracę akurat od tej osoby. Nie mam problemu z tym żeby wydać 600 zł na ręcznie malowaną, pięknie i starannie wykończoną chustę, nie tylko oryginalną i niepowtarzalną, ale taką po której widać kunszt twórcy. Mam za to duży problem by kupić dziergany szaliczek, który widzę po raz 10 czy może 20, bo dużo osób korzysta z podobnego wzoru. Albo wydać 50 zł na bransoletkę, która może była modna 5 lat temu, ale dzisiaj już raczej się w takich nie chodzi(a nie należała do ponadczasowych i tak dobrych bym chciała ją nosić mimo to). Chcę przez to powiedzieć, że to, iż zrobiłaś coś ręcznie wcale nie oznacza, że będzie warte chociażby zużytych materiałów. Owszem, mogłaś wydać na np. wełnę 100 zł, ale to nie oznacza, że to co z niej zrobiłaś jest warte więcej niż np. 20 zł. Przecież taki sam szaliczek kupię u chińczyka, po co mam przepłacać? Dlatego, że ktoś się męczył 20 godzin żeby go zrobić? Ale po co? Niech się nie męczy, ja to bez problemu sobie kupię na bazarku. Ciągle widzę kiepsko pomalowane kubeczki, biżuterię jakiej jest mnóstwo, koszmarnie układające się na ciele sweterki jakie były koszmarem mojego dzieciństwa i wiecznie towarzyszą im oburzenia dlaczego nikt nie chce dać za to wszystko tyle i tyle… Ano proszę państwa bo to nie jest tyle warte, jest tandetne, albo oklepane. I owszem… jeśli to samo mogę kupić na chińskim ryneczku(przy założeniu, że nie będzie o wiele gorzej wykonane) to po co mam przepłacać? Do rękodzielnika idę po to by mieć coś czego nie ma nikt inny i coś na widok czego ludziom wyjdą gały i będą pytać skąd to mam. Ewentualnie folklorystyczną bzdurkę, która z założenia jest rękodziełem lub po prostu coś tak dobrze wykonanego, że nie będę chciała tańszego i gorszego odpowiednika.

    Nie chcę żeby ktoś odebrał to jako atak. Chcę tylko pokazać jak widzi to osoba, która kupuje rękodzieło za kilkaset złotych(nawet jeśli materiały kosztowały 20 zł).

    1. Z jednej strony wiem, że masz rację (zwłaszcza w porównywaniu rękodzieła z chińszczyzną, bo w umyśle konsumentów tak się właśnie dzieje), ale z drugiej strony po prostu nie mogę tego znieść! Bo przecież jakość, jakość! JAKOŚĆ! Nie masz racji twierdząc, że nawet jak kupuję włóczkę za 100 zł to wykonana z niej rzecz obiektywnie może nie być warta 20, bo tyle kosztuje podobny wyrób na bazarku. To ogromny skrót myślowy i widzę, że świadomość tego faktu się zmienia, także w Polsce. Bo mój szal za 250 (czy 500 to akurat bez różnicy) jest wykonany starannie, przy założeniu takiej ceny materiału składa się tylko z naturalnych włókien, być może nawet luksusowych takich jak jedwab, alpaka, angora czy kaszmir, jest trwały i niepowtarzalny, każdy kontakt z nim daje radość, a do tego jest trwały i przy odpowiednim traktowaniu będzie służył nie kilka miesięcy, a kilka lat! I to jest różnica, stąd taka a nie inna cena!

      Bo wiesz na bazarku kupisz szal, który nawet może będzie odrobinę podobny (w końcu ażur to ażur) tyle tylko, że wykonany z plastiku, o właściwościach podobnych do foliowego worka zniszczy się błyskawicznie i w ciągu kilu-kulkunastu tygodni będzie wyglądał jak szmata, wiecznie będzie ci w nim zimno, będziesz się pocić pod nim i w związku z tym często będziesz chorować, bo taki chiński szaliczek przewieje każdy podmuch. Szal wełniany to po prostu inna liga – maluch kontra porche…

      Piszesz o dwóch drogach – rzemiosła i sztuki, z których żadna mnie do końca nie przekonuje, a ja widzę przede wszystkim drogę jakości, stawiania sobie i swoim wyrobom wysokich wymagań i dążenia do kulsusu. Bo rękodzieło nie jest dla biednych, którzy najgłośniej się go domagają skrzywieni po czasach komuny („kiedyś sama dziergałam, bo nic nie było, ale teraz mi się nie chce”), tylko dla bogatych, których na nie stać, bo rękodzieło musi kosztować skoro stanowi alternatywę dla masowej produkcji fabrycznej i wykonywane jest ręcznie. Tego nie da się skalować, praca może trwać tylko określoną ilość godzin w ciągu dnia, tygodnia, miesiąca…

      1. Masz rację, że pisząc o wartości dokonałam skrótu myślowego. Miałam na myśli nie tyle to, że wyrób obiektywnie jest warty tyle ile na ryneczku, co to, że użycie drogich materiałów nie zawsze usprawiedliwia wysoką cenę produktu. Mówię cały czas o przypadku, gdy nie robimy czegoś na zlecenie, a oczekujemy, że ktoś to od nas kupi. Zlecenie to zlecenie, klient ma prawo wybrać materiały itd. to trochę inny temat. Jeśli są to rzeczy użytkowe, niewyjątkowe, z powielanych wzorów, to musimy liczyć się z tym, że klient też ma swój sposób na wycenę takiego przedmiotu. Np. Wolę kupić buty u szewca, bo będę w nich chodzić 10 lat i nawet jeśli zapłacę za nie kilkaset złotych to i tak wyjdę na plus, ponieważ kupując buty co roku w zwykłym sklepie wydam więcej i rozwalą się po jednym sezonie. Jednocześnie wole kupić szaliczek na bazarku bo nawet kupując je co roku wyjdę na tym lepiej, a różnica… nie znam się na tym tak bardzo by ją widzieć(nie poci mi się w nich szyja, są ciepłe i miękkie). Inaczej sprawa by się miała gdyby oprócz tego, że jest dobrze wykonany byłby unikatowy. Wtedy wiedziałabym, że nigdzie indziej takiego nie znajdę, cena spadłaby na drugi plan.

        To nie jest tak, że jak nauczysz się dziergać to zaczniesz na tym zarabiać kokosy, jak kupisz sobie aparat to zostaniesz fotografem, albo jak masz komputer czy długopis to staniesz się pisarzem. Oczywiście: możesz być rzemieślnikiem, robić zdjęcia do dokumentów i przepisywać urzędowe pisma, ale za to nie płaci się jak za sztukę i w ten sposób nie osiąga się sukcesu. Mam wrażenie, że to jest problem większości narzekających… nauczyli się jak zrobić bransoletkę i nagle zdziwienie, że nikt nie chce tyle za nią zapłacić. Nie widzą tego, że taką samą zrobi Ania, Ula czy Mateusz, a w ich wyrobie nie ma nic co by go wyróżniało.

        Piszesz o czasie. Pokazałam mojej babci ten szaliczek. Powiedziała, że może mi taki zrobić. Zapytałam się czy zajmie jej to 20 godzin. Twierdziła, że nie, tyle czasu to ona by nie miała, ale jej to szybko idzie bo robiła setki takich rzeczy. Przyznam się szczerze, że nie wiem ile czasu trwa wydzierganie takiego szalika. Wiem za to, na własnym przykładzie, że w zależności od wprawy, doświadczenia i własnych zdolności, jedna czynność może zająć komuś 5 minut, a komuś innemu godzinę. W związku z tym nie wiem czy podane godziny pracy są adekwatne do tego ile rzeczywiście potrzeba na jej wykonanie.

        Jeśli chcesz robić rzeczy, które są wszędzie i każdy kto potrafi zrobi je bez problemu lub są powszechnie dostępne to musisz liczyć się z tym, że klient wybierze korzystniejszą ofertę. Dopiero gdy zaczniesz robić rzeczy wyjątkowe ludzie zaczną zbierać na twoje wytwory. To nie jest tak, że ich nie stać… stać ich, ale po co przepłacać…

  36. Sophie w 100 % a nawet więcej się z Tobą zgadzam , sama kocham haft richelieu i płaski ( nie krzyżykowy bo tam nie ma miejsca na własną twórczość ) , nie korzystam z gotowych wzorów tylko komponuję własne , a czas wyhaftowania bieżnika takiego (niepowtarzalnego jedynego w swoim rodzaju jeżeli o wzór chodzi – bo takie właśnie robię) mniej więcej 90 cm x 45 cm czyli standardowego to znacznie więcej niż wydzierganie szalika bo to kilkaset godzin jest , i nawet już nie dokładając do tego ceny materiału i nici – których wychodzi bardzo dużo , nie wliczając czasu na stworzenie wzoru a to też kilka godzin jest ,licząc sam czas pracy – haftu to cena za bieżnik wychodzi kilka tysięcy – i tak realnie patrząc da ktoś tyle ??? dlatego uważam że wycena rękodzieła wg jakiegokolwiek wzorca jest niemożliwa , bo każde rękodzieło jest inne , czy to obraz czy to rzeźba ,czy haft czy dziewiarstwo , przy czym ważne też czy wzór pracy jest autorski – jedyny niepowtarzalny wtedy moim zdaniem można mówić o takim rzeczywistym rękodziele artystycznym
    , czy też jest to odwzorowanie – wykonanie którejś z kolei takiej samej rzeczy ,to oczywiście też rękodzieło ale … no właśnie czujecie różnicę ?,pewnie narażam się tą wypowiedzią , ale tak własnie uważam że prawdziwe artystyczne rękodzieło absolutnie nie nadaje się na przedmiot działalności czy firmy bo jest jedyne i niepowtarzalne , a wszelkie oferowane szaliki czapki sweterki biżuteria itd to oczywiście rzeczy ręcznie robione i przez to powinny być droższe niż chińszczyzna ,ale nie zmienia to faktu że są one powtarzalne , jest ich sporo -nie można powiedzieć że są jedyne w swoim rodzaju ,i nie jest to jakiś specjalnego lotu artyzm

    1. Każdy ma swoją definicję rękodzieła – co nim jest, a co nie jest. Każdy ma też swoje poglądy na to co może być a co nie przedmiotem działności firmy. Z mojego doświadczenia wynika, że rękodzieło można sprzedawać i prowadzić w ten sposób rentowny biznes – bo potrzeby i gusty ludzi są podobne. To, że rękodzieło, które uprawiasz się do tego nie nadaje nie znaczy, że innym nie może się udać 😉 Widać to dokładnie w wypadku haftu krzyżykowego – są panie, które tworzą ogromne gobeliny i tam właściwie nie ma szans na zyski, a jedynie na zwrot poniesionych nakładów lub przynajmniej ich części, ale są też hafciarki, które skupiają się na miniaturkach, metryczkach, urodzinach ślubach i dekoracjach. Obie grupy korzystają z gotowych, powtarzalnych wzorów, ale tylko jedna z nich jest w stanie z tego wyżyć. Ta sama prawodłowość dotyczy wszystkich czasochłonnych technik rękodzielniczych…

  37. Ta wycena oczywiście dotyczy sprzedaży jednorazowej. Jeśli ktoś chciałby zarabiać na rękodziele musiałby założyć działalność gospodarczą, a tutaj kosztów jest zdecydowanie więcej. Dobrze, że poruszyłaś temat wyceny rękodzieła. Wydaje mi się, że w Polsce rękodzieło wciąż traktowane jest jako produkt powstały tanią siłą roboczą. Mam nadzieje, że dzięki takim artykułom zmieni się postawa rękodzielników i zaczną się cenić, a co z tym się wiąże zmieni się mentalność społeczeństwa o rękodziele. Stawiajcie na jakość i cencie ją. Niską jakość zostawcie masowym wyrobom z Azji.

  38. Pani post został wklejony na Facebooku, dzięki temu go zobaczyłam. Przesłałam mojej mamie, z którą od dziesiątków lat wykonujemy (głównie dla rodziny) różne wyroby (http://dziumdziamysobie.blogspot.com/).
    Czasami się zdarza, że ktoś ze znajomych poprosi o wykonanie czegoś i zawsze jest problem z wyceną.
    Od siebie i mojej mamy mówię: SUPER TEKST!

  39. Bardzo ciekawy i przydatny post! Ciesze sie, ze mialam mozliwosc na niego trafic…
    Niestety zawsze mialaam problem z wycena moich dziel, poniewwaz balam sie krytyki, ze moze za drogo…a to przeciez ja doskonale wiem ile kosztowalo to mojej pracy i ile serca w to wlozylam, chocby tworzenie projektow, zeby wyszlo tak, jak to sobie wyobrazam…
    Ciezko sie przebic wsrod ogromnej konkurencji, ale nie zapominajmy o tym ze to jest oryginalne!
    Nabralam wiary w siebie i za to Ci dziekuje 🙂
    Dlugo mnie nie bylo.. Zaczynam wszystko od nowa! 🙂

    1. Jeśli artysta sam nie będzie cenił swojej pracy, to potem nie ma się co dziwić, że inni też nie chcą tego robić. Rękodzieło nie jest dla każdego, nie wszystkich na nie stać i trzeba się pogodzić z faktem, że część klientów trzeba odesłać z kwitkiem (a oni zazwyczaj nie są z tego zadowoleni i to ta grupa ma najwięcej do powiedzenia w kwestii ceny ;D )

  40. …a jeszcze zapomniałaś dodać składkę ZUS – na 1200 zł, księgową, oraz całość pomnożyć przez 23% stawkę vat, bo przecież należałoby sprzedawać LEGALNIE – z rejestracją działalności gospodarczej. Prawda?…………………………………

    1. W czasie kiedy powstawał ten post nie miałam jeszcze działaności gospodarczej, więc uwzględniłam w wycenie tylko to co niezbędne – czas, materiały i dodatkowe koszty, które wówczas ponosiłam. Nie chciałam ściemniać, stąd brak kosztów związanych z prowadzeniem firmy.

  41. Robię sztukę: ceramikę, drewno, dzianinę i wyposażenie wnętrz. Pojedyncze sztuki. Zazwyczaj na zamówienie. Cenię się, bo trzeba się cenić. Ludzie nie szanują niczego, co jest za darmo. Jeśli chcesz mieć niepowtarzalną rzecz- płać. Artysta realizuje swój jedyny, niepowtarzalny pomysł…

  42. pomocne☺w moim przypadku ciężko ocenić moja pracę mianowicie robie szopki Bożonarodzeniowe z zapalek oczywiście wypalonych i wyczyszczonych z resztek siarki dla efektu przykleja je na karton klejem wikol bezbarwny i tak mam 2 rtypy szopki mniejsza jakieś 70 paczek zapałek i większą jakieś 125 paczek zapałek najwięcej czasu mi zajmuje czyszczenie z siarki bo kupiłem 40 dziesiątek zapalek wypalenie ich zajęło ponad godzinę a czyszczenie ok.20h.jak wycenic taka prace jedna szopka to 1,5 dnia pracy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *